Czekaliśmy na to bardzo długo, ale wreszcie komuś się to udało! Augsburg pokonał (rezerwy) Bayernu Monachium 1:0, a strzelcem jedynej bramki w meczu był Sascha Molders.
Co można powiedzieć o ostatnich występach Bayernu Monachium? Z pewnością to, że są wielkim zaskoczeniem. W zeszłym roku, jeszcze za Juppa Heynckesa, rezerwy były w stanie rozgromić pierwszy garnitur HSV 9:2. W zeszłym tygodniu druga drużyna z niektórymi gwiazdami zremisowała z „Wieśniakami” 3:3, a dzisiaj od pierwszej minuty miała duże problemy z ruchliwymi pomocnikami Augsburga. Już 120 sekund po gwizdku rozpoczynającym spotkanie świetnie uderzał Kohr, jednak piłka pewnie została wybita przez Manuela Neuera.
Reprezentant Niemiec był tego dnia najważniejszym punktem drużyny. Kadrowa „jedynka” zmuszona była do interwencji nawet na dwudziestym piątym metrze, kiedy w 13. minucie uprzedził rozpędzonego Essweina. Cisza przed burzą trwała do 31. minuty. Weiser pechowo stracił piłkę, a do futbolówki dopadł Baier. Ten idealnie wypuszcza Saschę Moldersa, który pewnym strzałem pod porzeczkę wyprowadza swoją drużynę na prowadzenie.
W 46. minucie na boisku pojawił się Mario Goetze, który choć trochę miał odmienić oblicze Bayernu. Pep Guardiola mógł się cieszyć z wyrównującej bramki już chwilę po zmianie stron. Znakomitą centrą popisał się Hojbjerg i tylko Mario Mandzukić wie, jak nie był w stanie zmieścić tej piłki w siatce. Niewykorzystana sytuacja mogła się zemścić chwilę później. Sam na sam z Neuerem ponownie znalazł się Esswein. I tym razem bramkarz wyszedł z tej sytuacji zwycięsko.
Dużo szczęścia w 68. minucie miał niebroniący dziś wiele bramkarz gospodarzy. Na boisku pojawił się David Alaba, który kwadrans po wejściu miał okazje bramkową. Ofensywnie nastawiony Alaba świetne uderzył, a piłka po palcach Hitza odbiła się słupka i wróciła w posiadanie miejscowych, którzy z każdą minutą przybliżali się do wielkiego triumfu i sprawienia światowej sensacji. Podopieczni Markusa Weinzierla z każdą sekundą zmuszeni byli do coraz głębszego cofania się. Oczywiście Bayern coraz bardziej napierał, jednak dzisiaj niezbyt mu to wychodziło.
Blisko wyniku 1:1 było w 77. minucie. Alaba bezkarnie wyprowadził w pole Verhaegha i idealnie podał do Thomasa Muellera, który w tempo wbiegał na trzeci metr. Niemiec uderzał, jednak z interwencją zdążył ponownie Hitz, który wyrastał na bohatera gospodarzy. Swoją okazję miał również Schweinsteiger, który po dośrodkowaniu z rzutu wolnego uderzał z woleja, jednak zdjął ją z nogi lepiej ustawionemu koledze i nie trafił w nią czysto.
W ostatniej groźnej akcji meczu pierwszą okazję na wpisanie się na listę asystentów miał Esswein, który świetnie wyciągnął z bramki Manuela Neuera i podał do Halila Altintopa. Ten jednak zamiast lekko strzelić w bramkę, z całej siły uderzył… w słupek. Była to świetna okazja do postawienia kropki nad „i” Verhaegha, a tak do końca meczu Augsburg musiał uważać na ewentualną wpadkę. Ta jednak im się nie przydarzyła i Bayern (a właściwie jego rezerwy) zostały pokonane pierwszy raz w sezonie.









