Po ośmiu początkowych kolejkach Bundesligi sezonu 2009/2010 nikt o zdrowych zmysłach nie powiedziałby, że ekipa z Bawarii będzie na ustach wielu ekspertów i kibiców. Do tego bowiem czasu Bayern stracił już połowę możliwych do uzyskania punktów, a posada Louisa Van Gaala wisiała na włosku. Wszystko zmieniło się jednak w kolejnych miesiącach, które dla „Bawarczyków” okazały się spełnieniem snów. To wszystko sprawiło, że drużyna ta została wybrana najlepszą w Niemczech przez dział Bundesligi iGol.pl.
Fatalnie w kraju, fatalnie w Europie
Bayern Monachium do sezonu 2009/2010 przystępował z pozycji wicemistrza kraju. Świetny wcześniejszy rok zaliczył bowiem zespół VfL Wolfsburg i to właśnie jego wyższość „Bawarczycy” musieli uznać. Postanowienie poprawy, lepsze wyniki od samej inauguracji i dobre występy w elitarnej Lidze Mistrzów – takie cele minimalne stawiali sobie wszyscy w Monachium. By te założenia zrealizować, potrzebny był trener, którym został ostatecznie Louis Van Gaal. Szeregi ekipy z Bawarii wzmocnił niechciany w Realu, a – jak się później okazało – zbawiciel Monachium – Arjen Robben.
Początki w Bundeslidze i Champions League były niezmiernie trudne. Graczom Van Gaala szło jak po grudzie, a na domiar złego Holender brnął w swoją, wydawałoby się kompletnie nielogiczną, taktykę. Sprzeciwiała się ona bowiem stylowi gry zespołu z ubiegłego roku, ale wiadomo było, że trzeba zaufać doświadczonemu trenerowi. Po nieudanych trzech seriach spotkań przyszło przełamanie z „Wilkami” (zwycięstwo 3:0 na Allianz Arena), a dwa tygodnie później z Borussią Dortmund (wygrana 5:1 na Signal Iduna Park). Kolejnym sprawdzianem dla rosnącej w siłę bawarskiej potęgi miała być inauguracja rozgrywek Ligi Mistrzów – mecz wyjazdowy z Maccabi Hajfa. Jak się okazało, rywal nie był zbyt wymagający (albo to Bayern zagrał rewelacyjnie) i ostatecznie padł rezultat 0:3. Następne tygodnie nie obfitowały już w same sukcesy. Monachijczycy wygrywali okazyjnie, gubiąc punkty, gdzie tylko się da. Mecz z Juventusem miał być potwierdzeniem dobrej dyspozycji w Europie, ale potwierdził jedynie to, że… Maccabi to faktycznie słaby rywal i nie wygrać z nim byłoby tragedią.
Remis 0:0 ze „Starą Damą” nie był w efekcie taki zły. Na przełomie października i listopada czekały bowiem „Bawarczyków” starcia z mistrzem Francji – Girondins Bordeaux. Dwie porażki (2:1 na Stade Gerlad i 0:2 na Allianz Arena) przyniosły trudne pytania, na które odpowiedzieć zgodnie z oczekiwaniami mediów miał zarząd. Kiedy z funkcją trenera pożegna się Van Gaal? Kto go zastąpi? Włodarze Bayernu straszyli, ale decyzji niekorzystnej dla Holendra nie podjęli. Patrząc z perspektywy czasu – być może był to ich najlepszy krok w życiu zawodowym.
Rośnie wielki Bayern
Pełnią blasku zaczął lśnić Arjen Robben, który jesienią nieśmiało wyróżniał się spośród kolegów z zespołu. Resztkami sił dobrą jesień dogrywał Mario Gomez, a wraz z prawym pomocnikiem „Oranje” formę zyskiwał Chorwat Ivica Olić. Został tylko jeszcze mecz z Maccabi Hajfa, który Bayern zagrał przeciętnie, lecz wygrał. Później zespół z południa Niemiec czekały wyłącznie miesiące w glorii chwały. Starcia w Bundeslidze (choć niekiedy zakończone remisem) przynosiły regularny przypływ punktów do tabeli. 19 kolejnych spotkań bez porażki na arenie krajowej musi budzić strach nawet zespołów z Ligi Mistrzów. Złapanie wiatru w żagle w Niemczech miało bowiem przynieść pozytywną siłę przed najważniejszym, a zarazem ostatnim starciem grupowym – meczem z Juventusem Turyn. Test zdany na ocenę celującą – pogrom na Stadionie Olimpijskim 4:1 i zapewnienie sobie awansu do 1/8 Champions League. W tej drużynie wszystko zaczęło się układać.








