Już przed meczem wiedzieliśmy, że ten finał będzie wyjątkowy. Puste trybuny, końcówka wakacji, Paris Saint-Germain i Polak na boisku. Trzeba przyznać, że nie są to sytuacje oczywiste, jednoznacznie kojarzące się z najważniejszym klubowym meczem roku w Europie. W tych niecodziennych okolicznościach lepiej poradził sobie Bayern Monachium i po golu Kingsleya Comana wygrał z PSG 1:0.
Patrząc na skład tegorocznego finału, trudno dopatrywać się było przypadku i niesprawiedliwości. Bayern Monachium wygrał wszystkie dziesięć spotkań tej edycji poprzedzające tegoroczny finał. Paris Saint-Germain poniosło ledwie jedną porażkę z Borussią Dortmund (1:2). Gdy tylko wznowiono granie w piłkę po przerwie spowodowanej pandemią, zespół Flicka rósł w siłę z każdym meczem i z tygodnia na tydzień stawał się głównym pretendentem do wygrania Champions League. O PSG tego powiedzieć nie można, jego forma po zawieszeniu rozgrywek we Francji pozostawała wielką niewiadomą, a głównym atrybutem miała być obecność w lepszej części drabinki.
Turniej w Lizbonie pokazał, że „Bawarczycy” formy po zakończeniu Bundesligi nie stracili i z łatwością awansowali do wielkiego finału. W przypadku paryżan sytuacja była nieco inna. Przez większość spotkania z Atalantą wydawało się, że znów Liga Mistrzów zweryfikuje ich dominację na francuskim podwórku i okaże się bezlitosna. Jednak gol Choupo-Motinga sprawił, że awansowali do półfinału, a tam odesłali z kwitkiem romantyczny Lipsk.
Obaj szkoleniowcy dokonali po jednej zmianie względem meczów półfinałowych. Hansi Flick zamiast Ivana Perisicia, który przeciwko Lyonowi zagrał przeciętnie, postawił na Kingsleya Comana. Francuz był zmiennikiem Chorwata także w półfinałowym starciu. Tuchel natomiast dokonał zmiany w bramce. Sergio Rico zastąpił Keylor Navas, który wyleczył uraz.
Trudny początek
Obie drużyny zaczęły ten mecz dość nerwowo. Brakowało płynności i spokoju. Widać było, że stawka spotkania jest ogromna i wpływa na niedokładność piłkarzy. Pierwsze 15 minut było bardzo chaotyczne, a tylu niewymuszonych strat ze strony obydwu ekip nie widzieliśmy chyba przez cały sezon.
W drugim kwadransie coś zaczęło się dziać pod bramkami obydwu drużyn. Najpierw w ekipie PSG uaktywnił się Mbappe. Francuz został jednak dwukrotnie zblokowany, a potem najlepszą sytuację w całej pierwszej połowie dla paryżan miał Neymar. Jednak Neuer pokazał, że wciąż jest czołowym bramkarzem na świecie i dwukrotnie fantastycznie odbił strzał Brazylijczyka.











