Bayern Monachium pewnie pokonuje FC Barcelona. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0 i to monachijczycy dopisują sobie w tabeli pierwsze trzy punkty. Prawdopodobnie najtrudniejszy mecz w grupie już za nimi. Jeśli nie wydarzy się prawdziwa katastrofa, to ekipę Juliana Nagelsmanna zobaczymy wiosną w fazie pucharowej Ligi Mistrzów.
Co by nie mówić, Ameryki nie odkryliśmy. Obecność Bayernu Monachium w tej fazie rozgrywek to obowiązek. Tu pojawia się najważniejsze pytanie. Czy w Monachium posiadają dostatecznie głęboką ławkę rezerwowych, która pozwoli na utrzymanie jakości w przypadku kontuzji? Już w poprzednim sezonie zawiódł właśnie ten punkt. Gdy kontuzji doznał Robert Lewandowski, zawodnicy pod wodzą Hansiego Flicka przestali wykorzystywać sytuacje i odpadli z rozgrywek w dwumeczu z PSG.
Wygrana okupiona bólem
Pomimo dość jednostronnego wyniku nie był to najłatwiejszy mecz. Spotkanie odbyło się na Camp Nou, więc FC Barcelona miała 12. zawodnika w postaci kibiców na trybunach. W pierwszej części meczu, szczególnie na początku, gospodarze przeprowadzili kilka kontr i momentami prowadzili grę. Mimo tego nie potrafili postawić kropki nad i. Właściwie nawet samego „i”. Mecz zakończyli bez nawet celnego strzału.
Im dalej w las, tym bardziej inicjatywę przejmował Bayern Monachium. Do przerwy prowadził już 1:0 po golu Thomasa Muellera. Po wznowieniu gry piłkarze z Monachium dołożyli jeszcze dwie bramki – obie autorstwa Roberta Lewandowskiego. Wypada też dodać, że dwa z trzech goli padły po kontakcie z obrońcami, co całkowicie zmieniało tor lotu piłki. Zatem Marc-Andre ter Stegen nie miał żadnych szans na obronę. Trzymamy się jednak stwierdzenia, że szczęściu trzeba pomóc.
Włodarze monachijczyków nie wyciągają wniosków
Po sezonie 2020/2021 z ławki trenerskiej Bayernu Monachium odszedł Hansi Flick. Już wcześniej było wiadomo, że szkoleniowiec nie może dojść do porozumienia w sprawie transferów z Hasanem Salihamidziciem. Każdy z panów miał inne zdanie na temat graczy, którzy mieli dołączyć do klubu. Kolejnym problemem były pieniądze. Bayern Monachium, który pomimo pandemii koronawirusa pod względem finansowym ma się dobrze, nie chciał wyłożyć znacznej kwoty na sprowadzanych piłkarzy.
Z drugiej strony władze klubu mogą mieć uzasadnione obawy. Najczęściej największymi niewypałami okazywali się gracze sprowadzani za ogromne kwoty. Idealnym przykładem jest Corentin Tolisso, który, mówiąc wprost, jest wiecznie kontuzjowany. Z kolei rekord transferowy klubu – Lucas Hernandez, nadal nie pokazał tego, czego wszyscy od niego oczekują. Atletico za Francuza dostało 80 milionów euro. Z perspektywy czasu dla klubu z Madrytu wydaje się być to strzałem w dziesiątkę.
Transfery z i do
W konsekwencji do klubu dołączyło tylko trzech piłkarzy. Są to Dayot Upamecano, Marcel Sabitzer oraz Omar Richards. Za tych trzech zawodników zapłacono 57,5 mln euro. Były defensor Lipska kosztował 42,5 mln euro, a Austriak 15 milionów. Pierwszy z zawodników był już „przyklepany” kilka miesięcy przed rozpoczęciem okienka transferowego. Jak zatem widać, klub dostatecznie się nie wzmocnił.











