Kiedy Pep Guardiola obejmował Bayern Monachium latem 2013 r., wszyscy wiedzieli, że klub czekają wielkie zmiany. Stery powierzono bowiem człowiekowi, który z FC Barcelona wygrał wszystko i zmienił oblicze futbolu. Po sezonie pełnym sukcesów, a także w obliczu słabszej formy Bawarczyków, coraz więcej mówi się o jego przenosinach do Anglii. Czy rzeczywiście istnieją podstawy, by uznać trwające rozgrywki za nieudane dla menadżera z Katalonii?
Po zakończeniu sezonu 2013/2014 Pep Guardiola ciągle powtarzał, że ma jeszcze wiele do zrobienia w Bayernie i nadal nie ukształtował drużyny tak, jakby chciał. Powiedział to szkoleniowiec, który w swoim pierwszym roku pracy z nowym zespołem zdobył cztery trofea. Mało kto może poszczycić się takim osiągnięciem. W przypadku Hiszpana doskonale sprawdza się więc przysłowie: „Bez pracy nie ma kołaczy”.
Latem ubiegłego roku trener Bayernu miał na głowie kilka problemów. Po pierwsze, większość z podstawowych graczy monachijskiego giganta miała przedłużone urlopy ze względu na mistrzostwa świata. Guardiola musiał więc prowadzić przygotowania do nowego sezonu w okrojonym składzie. Po drugie, Pep musiał wkomponować w drużynę nowych zawodników. Lewandowski, Bernat, Rode, Xabi Alonso to tylko niektórzy z nich. Jednocześnie z klubu odeszło kilku kluczowych graczy z poprzedniego sezonu, na czele z Tonim Kroosem. Dzięki temu szansę gry w pierwszym składzie zyskali wychowankowie drużyny, w tym Gianluca Gaudino.
Okres przygotowawczy pokazał jednak, że „Mister” ma wszystko pod kontrolą, a każdego zawodnika da się zastąpić. Warto przypomnieć, że w spotkaniach towarzyskich świetnie spisywał się Robert Lewandowski, który udowodnił swoją przydatność dla klubu. Wiele osób twierdziło bowiem, że nie znajdzie on nici porozumienia z hiszpańskim trenerem, któremu nigdy nie było po drodze z napastnikami. Liczby mówią jednak same za siebie. Polak w pięciu spotkaniach strzelił cztery bramki i jak się później okazało, stał się kluczowym elementem układanki Guardioli w tym sezonie.
Zmęczenie i rozluźnienie piłkarzy po brazylijskim mundialu dało się we znaki Pepowi w meczu o Superpuchar Niemiec rozgrywanym na Signal Iduna Park z BVB. Spotkanie pokazało, że są gracze niezastąpieni, a sam Hiszpan nie posiada remedium na każdy problem. Bayern przegrał 2:0, a brak podstawowych zawodników nie był usprawiedliwieniem dla jego słabej gry. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Pomimo urazów takich zawodników jak Javi Martinez, Franck Ribery czy Thiago Alcantara zespół z Monachium rozpoczął nową edycję Bundesligi od zwycięstwa nad VfL Wolfsburg. Strzałem w dziesiątkę okazał się być transfer Xabiego Alonso, który w pierwszych miesiącach pobytu na Allianz Arena stał się nowym dyrygentem orkiestry Guardioli.
Zmianie nie uległa filozofia gry katalońskiego menadżera. Najlepszą obroną jest utrzymanie się przy piłce, po stracie piłki staramy się jak najszybciej ją odebrać, kontrolujemy przebieg gry. A to wszystko w połączeniu z odpowiednią intensywnością. Po remisach z Schalke i Hamburgerem SV wszystko zaczęło działać jak w szwajcarskim zegarku. Najpierw przyszły cztery zwycięstwa z rzędu, potem osiem, a między tymi seriami jeden remis.









