Znajdujący się w kosmicznej dyspozycji Bayern tym razem pojechał do Hanoweru, aby zakończyć zmagania 22. kolejki Bundesligi. Zdecydowanym faworytem był klub z Bawarii, raczej nikt się nie spodziewał, że ktoś w końcu zdetronizuje Bayern. Do niespodzianki nie doszło.
Bayern praktycznie zapewnił już sobie tytuł mistrza Niemiec. Jest w półfinale krajowego pucharu, a w minioną środę wygrał w Londynie z Arsenalem 2:0, dzięki czemu jest już niemal pewny awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Drużyna Hannoveru wydaje się więc kolejną malutką przeszkodą do osiągnięcia wymarzonego celu, którym jest obrona wszystkich trzech trofeów.

Początek nie był wcale taki oczywisty. „Die Roten” ruszyli do zdecydowanych ataków, nie zamierzali się poddać zanim jeszcze wyszli na boisko. Obie drużyny stwarzały swoje szanse. W 15. minucie Starke zastępujący w bramce Manuela Neuera wybiegł z bramki, aby ratować zespół przed stratą gola, którego na swoim koncie mógł mieć powstrzymany Rudnevs. Guardiola dysponując taką kadrą, może pozwolić sobie na rotacje w składzie. Jak już wielu zdołało się przekonać, drużyna na zmianach kadrowych nie traci, posiada ten sam styl, tą samą siłę ognia.
W 24. Minucie meczu, dziewiątą bramkę w sezonie strzelił Thomas Müller, który po podaniu Bastiana Schweinsteigera umieścił piłkę w siatce. Maszyna ruszyła, Bayern był już nieosiągalny dla Hannoveru. Koncertowa gra opłaciła się w 33. minucie. Długie podanie w pole karne Bastiana Schweinsteigera, gapiostwo obrony, między innymi byłego obrońcy Wisły Kraków, Marcelo, wykorzystał ładnym i precyzyjnym strzałem Thiago Alcantara. Pierwsza połowa dobiegła końca bez zmian.
Druga połowa zaczęła się ospale, nudnie i bez polotu. Niestety, dysproporcja pomiędzy Bayernem a resztą ligi jest tak duża, że jesteśmy świadkami jednostronnych spotkań z dominacją tylko jednego klubu. Niemcy już znają mistrza, który urządza sobie koncerty strzeleckie. W 58. minucie, po podaniu piętką Mandżukicia drugą bramkę w tym meczu zdobył Thomas Müller. Trening Bayernu nie dobiega końca – 10 minut później po dośrodkowaniu Robbena, który wszedł w 62. minucie, głową strzela Mario Mandżukić.
Warto odnotować, że po kontuzji powrócił Artur Sobiech i zawitał na murawie w końcówce spotkania, w której wynik nie uległ już zmianie.
Dysproporcja, różnica klas, dominacja. Tymi czterema słowami można podsumować spotkanie, które zakończyło 22. kolejkę Bundesligi.









