Polonia Warszawa zremisowała w meczu 4. kolejki polskiej ekstraklasy z Jagiellonią Białystok 1:1. Po spotkaniu udało nam się zamienić kilka zdań z obrońcą gospodarzy, Marcinem Baszczyńskim. Zapraszamy do lektury.
Jak oceniasz swój występ w dzisiejszym meczu z Jagiellonią?

Mój występ… Oceniam go przez pryzmat straconej bramki – obrona jednego gola puściła, a nie powinno się to zdarzyć, bo chcemy grać na zero. Nie udało się. Ogólnie mogłem pomóc kolegom z przodu, sędzia widział jakiś faul przy mojej główce – nie wiem, czy słusznie czy nie. Myślę, że poza tym było dobrze, bo Jagiellonia nie stworzyła zbyt wielu okazji.
Zgodzisz się, że to są bardziej dwa stracone punkty przez Polonię niż jeden zdobyty?
Oczywiście, że byliśmy faworytem przed tym spotkaniem, graliśmy u siebie i powinniśmy wygrać. Patrząc na to, co się działo podczas meczu, to my goniliśmy wynik. Mieliśmy sytuacje ku temu, żeby zwyciężyć. Strzeliliśmy bramkę, która nie została uznana, mogło być jeszcze kilka goli… Pewnie z tego meczu będzie mnóstwo kontrowersji. Było parę sytuacji, które można było ocenić na naszą korzyść, niestety tak się nie stało. Druga połowa to już zdecydowana dominacja Polonii, ale mimo kilku fajnych okazji zabrakło po prostu gola.
Nie brakowało Wam podczas meczu rad trenera Stokowca z ławki?
Na pewno trener zawsze żyje, coś mądrego podrzuci, podpowie. Cóż, taka jest sytuacja. Karze się trenerów, a sędziowie gwiżdżą dalej – tak jest w Polsce, co możemy zrobić.
Jakie są nastroje w szatni przed derbowym meczem z Legią?
Jeszcze mamy trochę czasu do tego spotkania. Na pewno chcieliśmy wygrać u siebie, ale zdecydowanie lepiej idzie nam na wyjazdach, oby to był dobry prognostyk przed derbami.
To nie taki wyjazd…
Dokładnie, jednak to jest obcy stadion, trzeba się na niego dobrze nastawić. Od jutra zaczniemy już myśleć o tym spotkaniu. Dzisiaj jeszcze przeżywamy to, co się działo na boisku.











