Znudzeni nieustanną dominacją wielkiej dwójki (Wisły i Legii) kibice, odetchnęli w poprzednim sezonie z ulgą. Początek obecnej edycji rozgrywek również nie zwiastował hegemonii wyżej wymienionych ekip. Dwie pierwsze kolejki rundy wiosennej jasno sygnalizują jednak powtórkę z rozrywki, czyli ponowną prymat warszawskiego i krakowskiego potentata.
Czyli wygląda na to, że wszystko wraca do normy. Do normy, bo na przestrzeni ostatnich pięciu lat, czołowa dwójka tabeli na koniec sezonu, aż trzykrotnie była złożona z Legii i Wisły. Drużyny te do perfekcji opanowały odprawianie z kwitkiem ekip ze środka tabeli, nie radziły sobie jednak na pucharowym polu, stając się tym samym zespołami własnego podwórka. W poprzednim sezonie w lidze triumfował Lech Poznań, Wisła – oprócz utraty tytułu w dosłownie ostatnich sekundach sezonu ligowego – doznała kompromitującej porażki z azerskim Karabachem podczas eliminacji do Ligi Europy, Legia nawet nie miała okazji powąchać europejskiej piłki, przegrywając rywalizację o najniższy stopień podium z Ruchem Chorzów.

Przed sezonem szeregi obu klubów zasili zawodnicy, mający odmienić oblicze tych drużyn. Odmienili, ale niekoniecznie na lepsze. Nowy blok defensywny wiślaków na tle poprzedniego prezentował się co najwyżej solidnie, Boukhari do spółki z Riosem i Żurawskim prochu nie wymyślili. Na plus można zaliczyć transfer Wilka, jest to jednak raczej melodia przyszłości, niż wzmocnienie na teraz. Efekty? „Biała Gwiazda” wyglądała jeszcze słabiej, większą część sezonu okupowała środkowe partie tabeli. Druga pozycja, na której się znalazła, jest raczej wynikiem miernoty rywali, którzy w głupi sposób gubili punkty. Na pozór mądre i przemyślane transfery warszawskiej Legii okazały się w rzeczywistości wzmocnieniami tylko na papierze. Spośród zawodników, którzy latem przybyli na Łazienkowską, oczekiwaniom sprostał jedynie Vrdoljak. Legioniści również swoją grą nie porywali, zanotowali kilka kompromitujących spotkań, ale mimo to na półmetku rozgrywek uplasowali się na podium. Prezesi obu klubów dokonali również fundamentalnych roszad w sztabach szkoleniowych.
Była to jednak namiastka tego, co działo się w zimowym oknie transferowym. Stan Valcx sprowadził na Reymonta bardzo obiecujących zawodników. Szczególną uwagę należy zwrócić na świetnie wyszkolonego technicznie Meliksona, który lada dzień może wypłynąć z Ekstraklasy na szersze wody. Dobre ruchy kadrowe poczyniła także Legia, choć tej – w obliczu wybuchu formy Kucharczyka, Borysiuka, a także sportowego odrodzenia Radovicia – potrzebne było znacznie mniej wzmocnień. Niezbędny zespołowi wydaje się być Hubnik, który od pierwszego spotkania w Ekstraklasie potwierdza, że sprowadzenie go było dobrą decyzją.












