Wisła Kraków jest na prostej drodze do zdobycia tytułu mistrza Polski. Wydawało się, że po odejściu braci Brożków i Mariusza Pawełka ten cel będzie trudny do osiągnięcia, jednak dziś „Biała Gwiazda” ma aż sześć punktów przewagi nad drugą w tabeli Jagiellonią Białystok. Jak do tego doszło?

Przede wszystkim w Krakowie postawiono na trenera z doświadczeniem i uznaną marką. Robert Maaskant to szkoleniowiec, który ma w swoim CV pracę w kilku klubach Eredivisie, z którymi całkiem nieźle dawał sobie radę. W przeciwieństwie do próbowanego w Polonii Warszawa Theo Bosa, nie jest to człowiek, który kojarzy się tylko z jednym zespołem. Oprócz tego Maaskant dostał większy kredyt zaufania od władz klubu i mógł budować drużynę według własnego uznania. Czytając wypowiedzi byłego szkoleniowca Bredy, Tilburga czy Roosendal, możemy dojść do wniosku, że mamy do czynienia z osobą twardą i konsekwentną, lecz z dużą dawką poczucia humoru. Tego właśnie było trzeba piłkarzom Wisły, którzy raz narzekali na zbyt ciężkie treningi, innym razem razili brakiem zaangażowania, a to psuła się atmosfera i tak na okrągło. Teraz, mimo że drużyna jest wielonarodowościową mieszanką, nikt nie powie złego słowa, nikt nie domaga się wyższej pensji, spokorniał nawet nieco Patryk Małecki, choć jego gorącej głowy chyba nigdy nie uda się do końca ostudzić. Trener Maaskant doskonale o tym wie, dlatego nie piętnuje wybryków „Małego”, a ten z kolei daje coraz mniej okazji mediom do pisania o sprawach pozaboiskowych. Drużyna tworzy silny kolektyw, w którym każdy ciągnie wózek w jedną stronę.

Kolejną sprawą są udane transfery. Maor Melikson każdym kolejnym meczem przekonuje, że jest jednym z najlepszych piłkarzy w lidze polskiej. Siergiej Parejko udowadnia, że doświadczenie jest bardzo ważne na pozycji bramkarza. W końcu Kew Jaliens i Osman Chavez wnoszą wiele spokoju w defensywie krakowian, a Cwetan Genkow pokazuje, że jest snajperem, który w Ekstraklasie może zrobić podobną karierę jak Artjoms Rudnevs. Wisła w końcu trafiła z transferami, choć trudno powiedzieć, czy były one dłużej i uważniej przygotowywane niż w przypadku warszawskiej Legii, w której nowe nabytki zawodzą na całej linii. Co ciekawe, nawet w sytuacji, kiedy takie asy jak Patryk Małecki czy Radosław Sobolewski musiały odpocząć od pierwszego składu, to wiślacy i tak gładko rozprawili się z PGE GKS-em Bełchatów, co świadczy o potencjale drzemiącym w zawodnikach spędzających większość czasu na ławce rezerwowych.












