Gdy niespełna rok temu młody skrzydłowy krakowskiego zespołu debiutował w reprezentacji, wielu traktowało go jako ciekawostkę. Gole strzelone Gibraltarowi i Czechom miały bardziej przesądzać o potencjale tarnowianina w kontekście el. MŚ 2018 niż walki o miejsce w składzie na Euro. A dziś to właśnie on odegrał kluczową rolę w meczu z Irlandią Północną.
W pierwszej połowie byliśmy świadkami wielkiej przewagi polskich piłkarzy w każdym aspekcie. Zaskakująco dobrze spisywała się lewa strona, gdzie Artur Jędrzejczyk i skrzydłowy Cracovii przewyższali rywali o klasę zarówno szybkościowo, jak i technicznie. O ile do defensora można było mieć minimalne pretensje o niecelne dośrodkowania z lewej strony, o tyle Kapustka nie pozostawił nikomu powodów do narzekania. Od początku zachowywał się na murawie, jakby miał za sobą doświadczenie kilku lat w najsilniejszych ligach i pierwiastek ułańskiej fantazji w jednym.
Ale nie tylko za to należy docenić piłkarza krakowskiego klubu. Zagrał dzisiaj przede wszystkim odpowiedzialnie. Jego dryblingi nigdy nie narażały drużyny na ryzyko bardzo groźnych kontr, a sam bardzo walecznie bronił dostępu do naszego pola karnego. Ten, kto przyczepiłby się do zarobionej żółtej kartki, musiałby być głupcem. Kapustka w relatywnie czysty sposób przerwał groźnie zapowiadającą się akcję Irlandczyków z północy i w nerwowym momencie dał czas na zorganizowanie defensywy od nowa. Występ godny aplauzu, który otrzymał, schodząc w 87. minucie spotkania.
Trzy oddane strzały i wysoka celność podań uczyniły z dziewiętnastoletniego skrzydłowego kandydata na piłkarza meczu. Zasłużonego. Piłkarz godnie zastąpił Kamila Grosickiego na boku boiska, prezentując efektywny, uciążliwy dla Irlandczyków, pressing i zdecydowanie zwiększył swoje szanse na wyjście w pierwszym składzie przeciwko reprezentacji Niemiec. I powiedzcie z ręką na sercu, kto przewidywał taki obrót wydarzeń rok temu, słysząc o pierwszym powołaniu do kadry dla Kapustki?










