Blackburn pokonało dzisiaj na własnym stadionie Sunderland 2:0 i zrobiło wielki krok w stronę utrzymania w Premier League. „Rovers” mają dzięki tej wygranej już sześć punktów przewagi nad strefą spadkową (z tym, że QPR ma do rozegrania jeden mecz więcej), co na dziewięć kolejek przed końcem jest naprawdę niezłą zaliczką. Łupem bramkowym podzielili się dzisiaj David Hoilett i Yakubu.
Pierwsza połowa zachwycić mogła tylko kogoś, kto w futbolu ceni przede wszystkim męską walkę, jednak finezji i sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Co prawda, już w 3. minucie Yakubu wyszedł sam na sam z Mignoletem i bramkarz zdołał tylko sprawić, że piłka nieco zwolniła, ale nawet taka interwencja okazała się bardzo ważna, dzięki niej bowiem futbolówkę z linii bramkowej zdołał w ekwilibrystyczny sposób wybić Bardsley.

10. minuta przyniosła akcję braci Olssonów. Marcus wypuścił w bój Martina, a ten zdecydował się ostatecznie na strzał z bardzo ostrego kąta. Ta próba miała małe szanse powodzenia i rzeczywiście, Mignolet odbił piłkę, a poprawa uderzającego była słabej jakości. Taki początek zazwyczaj zapowiada ciekawy dalszy ciąg meczu, ale nie tym razem. Później obydwaj bramkarze równie dobrze mogli udać się na kawę, więcej roboty już przed przerwą bowiem nie mieli. Co prawda, aktywny był Hoilett, ale nie mógł przebić się przez szczelną defensywę rywali, natomiast strzały Formiki i Olssona były niecelne. Po pierwszej połowie był zatem bezbramkowy remis ze wskazaniem na gospodarzy.
Druga część zaczęła się, podobnie jak pierwsza, od ataków miejscowych. W 53. minucie z dystansu spróbował Formica, ale Mignolet świetnie obronił. Belg jednak popełnił błąd kilka chwil później, który był dla jego zespołu bardzo kosztowny. Po dalekim wyrzucie z autu właśnie golkiper wraz z Kyrgiakosem nie porozumieli się do końca w sprawie tego, kto ma piłkę wybić. W konsekwencji Mignolet wyszedł z bramki i wypiąstkował futbolówkę wprost na nogę niepilnowanego Hoiletta, który skierował ją do pustej bramki. Trafienie podobne do tego, które Kanadyjczyk zaliczył ostatnio przeciwko „Wolves”.
Później gra się nieco uspokoiła, aż w 71. minucie goście byli bardzo bliscy wyrównania. Po dośrodkowaniu McCleana świetnym wślizgiem popisał się jednak Martin Olsson, w ostatniej chwili uprzedzając Nicklasa Bendtnera. W odpowiedzi z rzutu wolnego minimalnie pomylił się Pedersen. Natomiast, jakim cudem w 78. minucie goście nie cieszyli się z wyrównania, wie chyba tylko Ji Dong-Won. Na lewej stronie pola karnego znowu znalazł się McClean i mocno wstrzelił piłkę w pole bramkowe, a niepilnowany Koreańczyk z dosłownie czterech metrów kopnął piłkę nad poprzeczką! Sytuacja rodem z piłkarskich żartów, jednak na pewno fanom i zawodnikom Sunderlandu nie było do śmiechu, za to „Rovers” odetchnęli z ulgą. Chwilę później, po dobrej kontrze, strzelał Larsson, ale był w zbyt trudnej pozycji, by w ogóle trafić w światło bramki, o pokonaniu Robinsona już nie wspominając.











