Po „Andres Iniesta – rok w raju” oraz „FC Barcelona – głos z szatni” wydawnictwo Sine Qua Non przygotowało dla polskich czytelników kolejną książkę o tematyce blisko związanej z tegorocznym mistrzem Hiszpanii i zwycięzcą Ligi Mistrzów. W maju na półki księgarń trafiła autobiografia zawodnika mającego najdłuższy staż w drużynie „Blaugrany” – Xaviego Hernandeza – napisana wspólnie z redaktorem katalońskiego dziennika „Sport”, Javierem Miguelem. Co znajdziemy w książce i czy warto ją kupić?
Na początek trochę o aspektach zewnętrznych. Książka wydana jest w miękkiej oprawie, na papierze nie najwyższej jakości. To dobrze, jeśli założymy, że książkę się czyta, a nie ogląda i używa jako ozdoby na półce. Dzięki powyższym cechom wydanie tej pozycji nie było horrendalnie drogie, a co za tym idzie – również czytelnik nie musi płacić za nią krocie. Oprócz około 165 stron tekstu w autobiografii znajdziemy 32-stronicowy album z chronologicznie ułożonymi zdjęciami Xaviego, jego rodziny i znajomych. Każde opatrzone krótkim komentarzem autora.

W przeciwieństwie do książki autorstwa Andresa Iniesty, będącej właściwie pamiętnikiem z sezonu 2008/2009, „Barca moim życiem” jest autobiografią sensu stricto. Po krótkim prologu-laudacji pióra Joana Vili, który chyba jak nikt inny zasługuje na miano odkrywcy talentu Xaviego, oraz wstępie (co zrozumiałe, również laudacjopodobnym) prezesa stowarzyszenia FCB Polska (przy współpracy z którym – cokolwiek to oznacza – wydano książkę) Tomasza Lasoty, zaczynamy podróż w głąb życia pomocnika.
Dowiadujemy się, dlaczego pobrali się jego rodzice, a także poznajemy jego bliską rodzinę, rodzeństwo oraz dziadków, wszyscy, jak później okaże, wywarli ogromny wpływ na jego osobowość i sportową karierę. Xavi opowiada o swoich piłkarskich początkach od momentu, gdy w wieku zaledwie pięciu lat był zapisany do futbolowej szkółki w rodzinnej Terrasie, poprzez członkostwo we wszystkich niemal drużynach dziecięco-juniorskich, już w barwach „Barcy” i debiut w pierwszej drużynie katalońskiego giganta. Zostajemy poinformowani, jak bardzo Xavier został ukształtowany przez ludzi, których spotykał na swojej drodze: kolegów, trenerów i rywali. Nie jest to opowieść, w której nie liczy się nic innego poza futbolem, bardzo dużo jest wątków osobistych, które pokazują nam „Pelopo” przede wszystkim jako człowieka, a nie tylko jako piłkarza.
Co ważne, Xavi opisując swoją karierę w Barcelonie i sam klub, nie sakralizuje go, otwarcie pisze, jak zgubny wpływ na wyniki sportowe wywierały perturbacje w zarządzie, zwalnianie trenerów i sprowadzanie mnóstwa piłkarzy z zagranicy zamiast promowania wychowanków. Dostało się również kibicom, przez których – jak sam wyznaje – przynajmniej raz chciał odejść z klubu. Wspominał o wszechobecnej atmosferze marazmu panującej w klubie, co zmieniło dopiero – co Xavi dobitnie podkreśla – przybycie Ronaldinho. Brazylijczyk, a także holenderski trener, Frank Rijkaard (również wychwalany pod niebiosa), odmienili oblicze „Dumy Katalonii” i sprawili, że po latach rozczarowań i niepowodzeń „Barca” zaczęła podążać drogą wiodącą do miana najlepszej drużyny na świecie, którą pozostaje do dziś.










