Spotkania barażowe do mistrzostw świata w RPA są już historią. Kibica z Polski najbardziej zapewne interesowały cztery konfrontacje europejskie, mniejszą uwagę przykuwając do rywalizacji w Ameryce Południowej. Z pewnością emocji na boiskach Starego Kontynentu nie zabrakło, a na szczególną uwagę zasługuje fakt awansu do turnieju głównego Słoweńców, którzy sensacyjnie wyeliminowali Rosjan, a także piłkarskie oszustwo Thierry’ego Henry’ego, dające „Trójkolorowym” zwycięstwo i przepustkę do Afryki.
Mecze barażowe można uznać za starcia prawie najlepszych reprezentacji w Europie. Prawie, bowiem pierwszorzędne ekipy do mundialu awansowały z miejsc premiowanych bezpośrednim udziałem w MŚ 2010. Nie zniżyło to jednak znacznie poziomu rywalizacji. Świadkami byliśmy między innymi konfrontacji Bośni i Hercegowiny ze słabymi w eliminacjach Portugalczykami. Dla tych pierwszych baraże to z pewnością sukces, dla drugich zaś ogromna porażka. Nikt zatem na Półwyspie Iberyjskim nie wyobrażał sobie, by podopieczni Carlosa Queiroza polegli w tym dwumeczu. W kolejnej rywalizacji naprzeciw siebie stanęły drużyny Ukrainy oraz Grecji. Ciężko przed początkiem pierwszego meczu było wytypować faworyta tej pary. Udział w mistrzostwach świata jednej bądź drugiej reprezentacji dużym zaskoczeniem być nie powinien. Przedostatni dwumecz to konfrontacja Słowenii z podopiecznymi Guusa Hiddinka, reprezentacją Rosji. Faworyt był jeden, lecz rywalizacja ta z pewnością kibicom w pamięci zostanie na długo. Czwartą, a zarazem ostatnią parę tworzyły ekipy Irlandii i Francji. Faworyzowani „Trójkolorowi” natrafili na walecznych i ambitnych „Wyspiarzy”. Awans szczęśliwie wywalczył Domenech i spółka, a zapewnił im go Thierry Henry, który… umyślnie zagarnął piłkę ręką, po czym gospodarze zdobyli decydującego o końcowym sukcesie gola.
Sensacja w Mariborze i awans „kopciuszka”!

Po wylosowaniu par barażowych chyba mało kto spodziewał się, że Rosja może zostać zdetronizowana przez Słowenię. Podopiecznych Matjaza Keka określano jako drużynę, która z grupy wyszła tylko dzięki fatalnej dyspozycji Polaków oraz Czechów. Zdeterminowani i niemający nic do stracenia w tej rywalizacji Słoweńcy pokazali, że niestraszny im żaden przeciwnik. Ambitna gra do końca już w Moskwie została wynagrodzona. Przyjezdni tamten mecz przegrywali już 0:2, lecz niezwykle ważną (jak się później okazało) bramkę zdobył tuż przed zakończeniem spotkania Nejc Pecnik. Po przeanalizowaniu konfrontacji „na chłodno” jasne było, że szanse na awans Słowenii są duże. Nikogo zatem ze zgromadzonych na stadionie kibiców nie trzeba było namawiać na doping od pierwszych do ostatnich minut spotkania w Mariborze, tak, żeby całą noc móc świętować sukces. Tak było w istocie. Gospodarze zagrali niesłychanie mądrze i zneutralizowali taktykę Hiddinka, realizowaną pierwotnie przez piłkarzy na boisku. Zlatko Dedić tuż przed przerwą zdobył tak zwaną „bramkę do szatni”. W tym momencie to miejscowi byli na mundialu. Rezultat po przerwie nie uległ zmianie, a do tego Rosjanie pogrążyli się, otrzymując dwie czerwone kartki. Po ostatnim gwizdku arbitra byliśmy świadkami konsternacji w Mariborze. Słowenia awansowała do MŚ w pełni zasłużenie. Nie zagra w nich natomiast wielka Rosja.









