Emocjonujący pojedynek najlepszych drużyn w „polskiej” grupie zakończył się podziałem punktów. Szczególnie końcówka spotkania była bardzo nerwowa. Bramkę dla Anglii w 6. minucie strzelił Wayne Rooney, natomiast dla Czarnogóry w 76. minucie trafił Dejan Damjanović.
W spotkaniu rozegranym w Podgoricy zmierzyły się najlepsze ekipy grupy H w eliminacjach do mistrzostw świata w Brazylii. Liderujący w tabeli piłkarze Czarnogóry ani myśleli oddać pola głodnym punktów Anglikom. Wypowiedzi przedmeczowe obu trenerów były bardzo bojowe i żaden z nich nie brał pod uwagę innej opcji jak zgarnięcie trzech punktów. Pierwsze minuty spotkania rozpoczęły się przewagą Anglików, którzy już w 3. minucie mogli prowadzić 1:0 po strzale Wayne’a Rooney’a, który świetnie przerzucił piłkę nad bramkarzem Czarnogóry, jednak futbolówka zatrzymała się na słupku. Rozpoczęło się obijanie słupków, ponieważ kilka minut później w poprzeczkę uderzył Cole.

W 6. minucie Rooney już się nie pomylił. Świetne dośrodkowanie w pole karne Czarnogóry zamienił na gola, najlepiej odnajdując się w powietrzu, posłał piłkę głową do bramki rywali. Czarnogórcy wyglądali na zdezorientowanych tak dobrym początkiem meczu w wykonaniu reprezentacji Anglii. Po golu gości gra się uspokoiła i coraz częściej można było zobaczyć przy piłce gwiazdę Czarnogóry Vucinicia. Anglicy próbowali pójść za ciosem i zdobyć kolejną bramkę, ale gospodarze byli już bardziej skoncentrowani niż w pierwszych minutach meczu. Vucinić i spółka nie miała zamiaru zamurować się na własnej połowie, tym bardziej że wynik był dla niej zdecydowanie niekorzystny i mimo naporu podopiecznych Hodgsona starała się konstruować groźne akcje. Ta sztuka była jednak bardzo trudna, ponieważ dobrze współpracowały pomoc i obrona Anglii, likwidując tym samym zagrożenie już w okolicach środka boiska.
W 24. minucie powinno być 2:0. Wayne Rooney zakręcił obroną gospodarzy i wybornie dorzucił na głowę Welbecka, który jednak w bardzo dogodnej sytuacji…nie trafił w piłkę. Anglicy znów łapali wiatr w żagle. Z czasem goście spychali rywali pod ich pole karne, przeprowadzając groźne akcje. Piłkarze Czarnogóry mimo wielkich chęci nie dawali sobie rady z ostro grającymi Anglikami. Bałkańscy kibice byli sfrustrowani postawą swoich piłkarzy, których „nagradzali” coraz intensywniejszymi gwizdami. Trudno się temu dziwić. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem spokojnej, kontrolowanej gry reprezentacji Anglii i bezradnej Czarnogóry, która bez Vucinica nie istniałaby w ataku. Podopieczni Hodgsona zaskoczyli gospodarzy na początku spotkania, strzelając ładnego gola. Później jednak mimo optycznej przewagi nie potrafili już pokonać Bożovicia.
Początek drugiej połowy należał do gospodarzy, którzy najprawdopodobniej dostali porządną reprymendę w szatni od trenera Brnovicia. Trzy minuty po gwizdku mógł być remis. Świetnie dośrodkował Vucinić, jednak w boczną siatkę głową uderzył Jovetić. To była najlepsza okazja Czarnogórców. Gospodarze w drugiej połowie przypomnieli sobie, jak się gra w piłkę nożną. Świetna okazja do remisu była w 56. minucie, kiedy piłkarze Czarnogóry przetestowali Joe Harta kilkoma celnymi strzałami. Anglicy momentami jakby nie nadążali za gospodarzami, szukali swojej szansy na podwyższenie wyniku przez stałe fragmenty gry.









