Inauguracja 26. kolejki Premier League już za nami. Na White Hart Lane Tottenham pokonał 2:1 Newcastle, a bohaterem został zdobywca obydwu goli dla gospodarzy, Gareth Bale.
Od samego początku na boisku rządził Gareth Bale. Walijczyk biegał między rywalami jak między tyczkami, a kiedy w 5. minucie dostał szansę na strzał z rzutu wolnego z 25 metrów, to też nie miał litości. Kopnięta przez niego piłka przeleciała nad murem, a później zaczęła opadać, aż zatrzymała się dopiero w siatce. Tim Krul próbował rozpaczliwie interweniować, ale nie miał szans.

Chwilę później na bramkę uderzył Lewis Holtby, ale nie trafił. W 15. minucie za to Krul popełnił błąd, wybijając piłkę pod nogi Bale’a, który pewnie przelobowałby bramkarza Newcastle, gdyby nie ofiarna interwencja obrońcy. Pierwsze ataki Newcastle kończyły się zazwyczaj kontrami gospodarzy i po jednej z nich Holtby znowu strzelił niecelnie, choć tym razem bardzo przeszkadzał mu Coloccini.
W 20. minucie Argentyńczyk popisał się za to świetnym dośrodkowaniem z lewej strony, całą akcję na długim słupku chciał zamknąć Cisse, jednak jego główka okazała się niecelna. Pięć minut później był już remis. Sissoko dośrodkował w pole karne, gdzie znalazł się Gouffran. Francuz przyjął piłkę i oddał mocny strzał, futbolówka jeszcze odbiła się od Dawsona i wpadła do bramki.
W kolejnych minutach tempo gry pozostało podobne, ale okazji podbramkowych było mniej. W 27. minucie znowu spróbował Bale, ale został zablokowany, podobnie jak Cabaye z drugiej strony chwilę później. W 41. minucie tak samo zakończyła się próba Clinta Demspeya. Więcej szans już nie było i pierwsza połowa zakończyła się remisem.
Druga połowa rozpoczęła się od ataków londyńczyków. W 50. minucie Bale zagrał w pole karne, piłka została wybita, ale trafiła do Parkera, który podał do Holtby’ego. Niemiec strzelił mocno, jednak futbolówka odbiła się po drodze od obrońcy Newcastle i Krul bez trudu ją złapał. W odpowiedzi celnie strzelił Steven Taylor, piłka jednak wpadła wprost w ręce Llorisa. Później kilka minut zajęło zniesienie z boiska Yoana Gouffrana, który nabawił się groźnie wyglądającej kontuzji. Zastąpił go Sylvain Maveaux.
W 67. minucie wydawało się, że podobny los może spotkać Garetha Bale’a, którego kostka na pewno miło nie wspomina spotkania z butami Jamesa Percha. Walijczyk jednak wrócił na boisko i znowu rozpoczął nękanie obrońców rywali. Zaczął od nie dość, że niecelnego, to jeszcze zablokowanego strzału, po którym goście wyprowadzili dość groźną kontrę, choć zakończoną niegroźnym strzałem Cabaye.
78. minuta należała już jednak do Bale’a. Wystarczyło długie wybicie piłki i chwila niezdecydowania Colocciniego i Taylora, co Walijczyk wykorzystał, uprzedzając obu obrońców, wyszedł sam na sam i strzelił między nogami Krula, przywracając gospodarzom prowadzenie. Chwilę później Holender pomylił się fatalnie przy piąstkowaniu po rzucie rożnym. Na szczęście bez konsekwencji, bo Caulker główkował niecelnie.











