W T-Mobile Ekstraklasie show skradają głównie zawodnicy z Europy. Polskie kluby obierają swój kurs na wody zazwyczaj terenów bałkańskich, jednak zdarza się czasami, że się zagubią i powędrują na nieco mniej znany nam rynek azjatycki. Jak sobie na nim radzą? Jak się okazuje, co nikogo pewnie nie dziwi, nie jesteśmy tam królami polowania. Choć i czasem na bliższym lub dalszym Wschodzie udaje nam się coś konkretnego wyłowić.
Zacznijmy od tych, którzy w naszej lidze jako tako sobie poradzili. Z miejsca ruszamy z nazwiskiem, o którym w T-Mobile Ekstraklasie było ostatnio najgłośniej. Daisuke Matsui przybył do Europy w wieku 23 lat z Kyoto Sanga. Saint-Etienne, Grenoble czy Le Mans to marki, które kojarzą kibice nie tylko fanów Ligue 1. Japończyk w ciągu sześciu sezonów wystąpił w 148 meczach francuskiej ekstraklasy, jednak po fatalnym sezonie 2011/2012, w którym wystąpił tylko w trzech spotkaniach – spróbował wyruszyć w nieco inne rejony Europy. Nie wypaliło wcześniejsze wypożyczenie na wschód do Tom Tomska? Żaden problem! 31-krotny reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni najpierw swoich sił spróbował w bułgarskiej Sławii Sofia i dopiero później trafił do gdańskiej Lechii.
Z miejsca stał się gwiazdą – nie tylko ze względu na swoje nazwisko i piłkarskie CV. Do ekipy z Pomorza wniósł bardzo dużo: często łapaliśmy się za głowy, widząc niektóre jego zagrania. Piłkarzowi urodzonemu w Kioto nie było jednak dane odrodzić się w naszej lidze. Dlaczego? Jego partnerka zaszła w ciążę, a rychło zbliżający się termin porodu zmusił go do podjęcia decyzji. – Jak najbardziej myślałem na poważnie o pozostaniu na dłużej. Przeważyły jednak sprawy rodzinne – powiedział Japończyk. Podobno para rozważała urodzenie dziecka w Polsce, jednak ostatecznie padło na ich ojczyznę. Przed wylotem Daisuke zapowiedział, że do Gdańska chciałby wrócić. W jakiej formie i kiedy? Sam nie wie…
Okazuje się, że nasza liga może być też trampoliną do… reprezentacji. Po bardzo dobrej grze dla Jagiellonii Białystok szansę debiutu w reprezentacji Palestyny dostał Alexis Norambuena. 30-latek przez prawie siedem sezonów gry w żółto-czerwonych barwach ustanowił rekord najczęściej występującego gracza w ekstraklasie w historii klubu. Zawodnik mający korzenie w Chile (urodził się w Santiago de Chile) zdobył z klubem ze wschodu Puchar i Superpuchar Polski.
Norambuena nie został w klubie z Białegostoku z powodu niedogadania się z działaczami ws. nowego kontraktu, a wraz z wystrzałem fajerwerków i zakończeniem starego 2014 roku stał się wolnym agentem. Skorzystał z tego i zawodnik pierwszoligowy GKS-u Bełchatów, jednak po powrocie „Brunatnych” do T-Mobile Ekstraklasy Palestyńczyk częściej niż na boisku znajduje się na ławce rezerwowych lub trybunach.











