Po wygranej Chelsea nad Manchesterem City 2:1 trener zwycięzców, Andre Villas-Boas, pochwalił nastawienie mentalne swoich zawodników.
„The Blues” jako pierwsi w tym sezonie w Premier League pokonali „Citizens”, mimo że to przeciwnicy już w 2. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą Balotellego. Londyńczycy odpowiedzieli jednak trafieniami Meirelesa i Lamparda (z karnego), dzięki czemu trzy punkty pozostały na Stamford Bridge.
– Strata gola na 1:0 tak wcześnie bardzo utrudniła sprawę, ponieważ to dało Man City jeszcze większą motywację i wiarę. Pokazaliśmy więc silny charakter i odporność, kiedy strzeliliśmy na 1:1. W drugiej połowie obydwa zespoły starały się znaleźć pojedynczy błąd, który zmieniłby wynik, i bardzo dobrze nam się to udało. Urosła nasza motywacja, zepchnęliśmy rywali do defensywy i tworzyliśmy sobie okazje. To się opłaciło. Mieliśmy passę złych rezultatów, która musiała się zmienić i stało się to w najważniejszych meczach. Zawodnicy zasługują na uznanie za przejście przez ten okres.
Na uznanie zasługuje też na pewno Frank Lampard, który mimo że zmarnował w tym sezonie już dwa rzuty karne, a ostatnio ugrzązł na ławce rezerwowych i we wczorajszym spotkaniu również dopiero od kilku minut przebywał na boisku, kiedy Mark Clattenburg wskazał na wapno, to i tak pewnie podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.
– Do karnych byli wyznaczeni Didier Drogba oraz Juan Mata, ale „Lamps” od zawsze jest naszym wykonawcą rzutów karnych i porozmawiał on z Matą, był pewny, że chce go wykonać. Mata dał mu szansę i byliśmy szczęśliwi, że trafił do siatki.
Portugalczyk odniósł się również do kilku kontrowersyjnych decyzji arbitra, m.in. o niepodyktowaniu „jedenastki” dla Man City za faul Bosingwy na Silvie. AVB nie omieszkał także pochwalić swojej defensywy, która spisuje się ostatnimi czasy dużo lepiej niż dotychczas.
– Być może był tam kontakt, ale było też kilka decyzji, które powinny pójść w naszą stronę, a tak się nie stało. Dzisiaj być może to nie poszło w stronę Man City, ale taka jest natura gry i przynajmniej nasz karny był niewątpliwy. Weszliśmy w komfortową strefę z naszym środkiem pola i dobrze się z tym czujemy. Przystosowaliśmy się do ustawienia, w którym między liniami jest mniej przestrzeni, i dobrze nam to idzie.
– To był dobry tydzień, a siedem punktów straty w tej lidze, w której tak wiele drużyn walczy o tytuł, jest niczym. Man City zagra z Arsenalem, a my z Tottenhamem i żeby utrzymać nasze szanse na mistrzostwo przy życiu, musimy w grudniu być kompetentni. Dobrze byłoby zmniejszyć stratę tych siedmiu punktów, ale nadal musimy dobrze się prezentować.










