W pierwszym meczu 10. kolejki Bundesligi beniaminek z Augsburga podzielił się punktami z Werderem Brema. Gola dla FCA zdobył Axel Bellinghausen, dla Werderu strzelił Claudio Pizarro.
Od początku spotkania, na wypełnionej po brzegi SGL-Arenie w Augsburgu, przeważali goście z Bremy. Pierwsze szanse w 8. i 9. minucie mieli kolejno Aleksandar Ignjowski i Markus Rosenberg, ale nic z nich nie wyszło. Gospodarze postawili przede wszystkim na defensywę, przez co Werder miał ponad siedemdziesięcioprocentowe posiadanie piłki. Nie przełożyło się to jednak na ilość sytuacji, bo bremeńczykom przede wszystkim brakowało pomysłu na grę. Najlepsze szanse goście mieli jednak po stałych fragmentach gry – w 21. minucie Rosenberg po rzucie rożnym strzelał głową, ale piłka trafiła w poprzeczkę, a po chwili uderzenie Aarona Hunta z 30 metrów świetnie wybronił Simon Jentzsch. Augsburg, choć przez większość pierwszej połowy musiał się bronić, również miał swoje okazje – zawsze radziła sobie z nimi jednak obrona Bremy. Na przerwę obie drużyny zeszły więc przy bezbramkowym remisie.
Druga połowa zaczęła się świetnie dla gospodarzy. Po fatalnym błędzie Alexandra Wolfa, który stracił piłkę na rzecz Saschy Moeldersa, gola strzelił Axel Bellinghausen. Piłkarz zatrzymał piłkę i trafił do siatki z jedenastu metrów. Gościom dłuższą chwilę zajęło otrząśnięcie się z szoku, jakim była utrata bramki. W końcu jednak napierali coraz mocniej, ale dogodnych sytuacji wciąż mieli jak na lekarstwo. Dopiero w 68. minucie udało im się poważnie zagrozić bramce Simona Jentzscha. Po rzucie rożnym piłkę przedłużył Wolf, dostał ją Claudio Pizarro, który trafił do siatki z najbliższej odległości. Remis nie wystarczał jednak gościom, którzy ciągle atakowali. Dobrze w bramce spisywał się jednak Jentzsch, a napastnikom Werderu brakowało szczęścia w wykańczaniu akcji. Mecz zakończył się więc wynikiem 1:1, co oznacza, że Augsburg wciąż jeszcze nie wygrał u siebie, a Werder już od trzech spotkań nie zwyciężył i może niedługo stracić z oczu czołówkę.








