FC Augsburg wywalczył na własnym boisku cenny remis z Schalke Gelsenkirchen. Gospodarze wyszli na prowadzenie już w 6. minucie po bramce Langkampa. Jeszcze przed przerwą wyrównał Huntelaar. Augsburg przeważał przez większą część spotkania, ale nie potrafił pokonać Unnerstalla po raz drugi. Jeden punkt, a tak bardzo przybliżył do utrzymania się w Bundeslidze.
Patrząc na tabelę, faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden. Stawka była jednak zgoła inna dla obu zespołów. Schalke ostatnio spuściło z tonu, wygodnie siedzi na trzecim miejscu w tabeli i jakoś nie przejmuje się zbytnio bliską obecnością Borussii M’Gladbach. Z kolei Augsburg to beniaminek walczący o utrzymanie. Dla tego klubu pozostanie w Bundeslidze byłoby jak mistrzostwo. Mogliśmy się więc spodziewać po gospodarzach ogromnej motywacji i determinacji, by trzy punkty pozostały w Augsburgu.
Od pierwszych minut Augsburg imponował zaangażowaniem i walką. Gospodarze grali agresywnie, stosowali wysoki pressing i szybko zdominowali rywala. Schalke było zdezorientowane i nie potrafiło poradzić sobie ze stylem przeciwnika, który bardzo szybko znalazł drogę do bramki Unnerstalla. W 7. minucie ładnie z rzutu rożnego dośrodkował Ndjeng, goście kompletnie pogubili się w kryciu, a do piłki najwyżej wyskoczył Langkamp, który popisał się świetną główką i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. To już czwarty gol obrońcy w tym sezonie.
W kolejnych fragmentach Schalke dalej spało w najlepsze, a Augsburg dążył do podwyższenia rezultatu. Mogło to nastąpić już w 10. minucie, gdy po błędach Farfana i Uchidy w świetnej sytuacji po podaniu Koo znalazł się Bellinghausen. Kapitalną interwencją popisał się jednak Unnerstall. Schalke kompletnie nie radziło sobie z agresywną grą gospodarzy. Defensywa gości popełniała wręcz szkolne błędy.
Jednak gdy ma się w składzie takich zawodników jak Raul czy Huntelaar, to nawet grając słabo, można liczyć, że zdobędzie się bramkę. Tak właśnie było dzisiaj. W 38. minucie piłkę na nos z głębi pola do Huntelaara zagrał Matip, Holender skleił futbolówkę, jakby miał magnes w nodze, uciekł dwóm obrońcom i pokonał bezradnego Jentzscha. Było to trafienie numer 25 „Huntera” w tym sezonie. Dokładnie tyle samo bramek ma na koncie Gomez, więc walka o króla strzelców potrwa do ostatniej kolejki.
Gol dla gości był niesprawiedliwy, bo to Augsburg był bliższy strzelenia kolejnej bramki i zwyczajnie na nią zasługiwał. Gospodarze od razu ruszyli do przodu, chcąc szybko odpowiedzieć. W 41. minucie ponownie błysnął Koo, który świetnym podaniem otworzył Bellinghausenowi drogę do bramki rywala, Unnerstall nie dał się jednak pokonać i po raz kolejny uratował swój zespół. Chwilę później przebojową akcję przeprowadził Baier i dopiero faul Metzeldera zdołał go zatrzymać. Były zawodnik Realu Madryt za swoje zagranie zobaczył żółtą kartkę, a na domiar złego doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Zastąpił go Escudero.
Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Schalke dalej spało, jakby zadowolone z remisu, a Augsburg walczył o pełną pulę. W 52. minucie idealną sytuację miał Ndjeng, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę. A wystarczyło przyjąć piłkę i na spokojnie umieścić ją w siatce. Błędy defensorów z Gelsenkirchen mnożyły się w ogromnej liczbie. Po około godzinie gry prezent otrzymał Oehrl, lecz nie potrafił trafić w światło bramki z ostrego kąta. 180 sekund później kolejną szansę, tym razem od Matipa, dostał Ndjeng, ale znów nie umiał jej wykorzystać.








