Wydarzenia z zeszłego roku można uznać za wielką wpadkę, która szybko nie powinna się powtórzyć. Borussia Dortmund po żenującym starcie w poprzednim sezonie szybko się pozbierała, awansowała do Ligi Europy, a najprawdopodobniej po zakończeniu rozgrywek 2015/2016 Champions League z powrotem zawita na Signal Iduna Park. Duża w tym zasługa doskonale znanego Gabończyka.
Kiedy przychodził do drużyny Juergena Kloppa, nie było pewne, czy bardziej skupiać będziemy się na tym, jak gra, czy na jego fryzurze/butach/cieszynkach itd. Doskonale pamiętamy, jak brylował i błyszczał w innych ligach zarówno butami, jak i swoimi występami. Przez kolejne lata wydoroślał i jako w pełni dojrzałe jabłko spadł z jabłoni. Wreszcie w Borussii odnaleziono kogoś, kto może zostać liderem i pewnym punktem ekipy. Z drużyny odszedł ojciec sukcesu, na jego miejsce pojawił się Thomas Tuchel, który szybko wykrzesał z Gabończyka maksimum możliwości. Dowodem mogą być chociażby jego statystyki: 861 minut, 13 bramek. Przed nim znajduje się już tylko Robert Lewandowski, który przebywał na boisku trochę krócej, ale zdobył tę samą liczbę goli.
https://www.youtube.com/watch?v=-aXzIdv4Tec
Oczywiście nie mogło zabraknąć porównań reprezentanta z Czarnego Lądu do polskiego supersnajpera. Dziennikarze pytali o to między innymi Marco Reusa:
– Aubameyang zrobił niesamowity postęp. Rozwinął skrzydła i jest w gazie. Ale do tego potrzebuje miejsca i to staramy się mu dać poprzez naszą grę, która angażuje rywali do biegania. To świetna zabawa występować u jego boku. Naprawdę dobrze się rozumiemy – mówił w rozmowie z „Ruhr Nachrichten”.
Ze znakomitej formy drwi sam Aubameyang, który nie lubi być porównywany do innych zawodników:
– Czasami sobie myślę: Cholera, ja jestem naprawdę dobry! Jeśli Ronaldo strzela 50 bramek w sezonie, to czemu ja nie mogę?! Wierzę i modlę się, prosząc o to, bym został jednym z najlepszych napastników na świecie. Od lat powtarzam sobie, że jestem w stanie zaliczyć w jeden rok co najmniej 40 trafień – mówi 26-letni piłkarz, który jest na świetnej drodze do zrealizowania swojego sukcesu w tym roku. W oczach swoich kolegów z drużyny już należy do światowego topu, co w rozmowach z kolejnymi dziennikami podkreślali m.in. wspomniany już Marco Reus czy Ilkay Guendogan.
Na to, że przejście do BVB było znakomitym ruchem, wskazują również statystyki Afrykanina, który przez 7000 minut gry w Saint-Ettiene zaliczył 37 bramek i 24 asysty. W Bundeslidze strzelił już 42 gole i czternastokrotnie zaliczał kluczowe podania przy trafieniach kolegów. Potrzebował na to 25 godzin mniej. Dużo słabiej wychodzi mu w kadrze, w której nie ma zbyt wielu kolegów do gry, przeciwnicy otaczają go podwójnym lub nawet potrójnym kryciem. Doskonale pokazał to ostatni Puchar Narodów Afryki, gdy nie miał zbyt wielu szans do zabłyśnięcia formą. Na turnieju zanotował jedynie jedną bramkę przeciwko Burkina Faso, a jego drużyna pożegnała się z PNA już w fazie grupowej, ustępując miejsca Gwinei Równikowej i Kongo.
Trudno powiedzieć, czego brakowało „Spidermanowi” rok temu. Aubameyang przez cały sezon zdobył tylko szesnaście bramek, nie wychodziło mu tak samo, jak nie nie wychodziło całej ekipie z Signal Iduna Park. Cała gra opierała się tylko na jednym zawodniku – Robercie Lewandowskim. Czkawka dopadła ich bardzo szybko, wyleczyli się z niej równie szybko strachem. To strach przed spadkiem i koniecznością wyprzedania całego członu zespołu i budowy potęgi na nowo. Dortmund po dziesięciu kolejkach znajduje się na drugim miejscu. Ma przewagę czterech oczek nad trzecim rywalem zza miedzy, Schalke 04 Gelsenkirchen.








