W pierwszej połowie mecz Athleticu z Malagą był wyrównany, a wynik bezbramkowy. W drugiej odsłonie podopieczni Marcelo Bielsy niczym rasowy bokser wypunktowali gości z Andaluzji: strzelili trzy gole w ciągu pięciu minut i awansowali w tabeli.
Spotkanie mające niebagatelny wpływ na kształt górnej części tabeli lepiej rozpoczęli goście z Andaluzji. Już w pierwszej akcji meczu Sebas przechytrzył Ekizę i oddał strzał na bramkę Iraizoza. Kolejne minuty upływały pod znakiem dobrej gry podopiecznych Pellegriniego, w 7. minucie świetną akcję przeprowadził Cazorla, następnie dograł do Rondona, a jego uderzenie interwencją najwyższej próby zatrzymał golkiper Basków. Wenezuelczyk pokazał się pod bramką Iraizoza również kilka minut później, zgrywając piłkę do Isco, który ponownie zmusił bramkarza rywali do interwencji.

Pierwszą dobrą okazję do strzelenia bramki gospodarze mieli dopiero w 17. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Susaety piłka minimalnie minęła prawy słupek. Gracze Bielsy nie odstawali w drugim kwadransie od gości w posiadaniu i prowadzeniu piłki, ale pod bramką pojawiali się rzadko. Trudno się dziwić, skoro za dogrywanie futbolówki w rewir Caballero zabierał się Toquero, który kilkukrotnie zagrywał piłkę głową w tak dziwny sposób, że nie dało się odgadnąć, jaki był jego zamiar. Jednak Malaga pokazywała się pod bramką Iraizoza jeszcze rzadziej, zatem publiczność zgromadzona na San Mames spodziewała się rychłego objęcia prowadzenia przez ich pupili.
W ostatnim kwadransie podopieczni Pellegriniego ponownie odzyskali inicjatywę. Bardzo widoczny na prawym skrzydle był Isco, który po dynamicznych rajdach dobrze dogrywał na przedpole: raz jego akcję wykańczał Sebas, a później (i zdecydowanie lepiej) Cazorla, który zresztą dobrze współpracował na lewej stronie z aktywnym Monrealem. Najgroźniejszą bronią Athleticu w tej części gry były długie piłki na Toquero, ale łysy napastnik zdołał zaledwie jedną z nich zamienić na okazję bramkową (sędzia liniowy nie zauważył spalonego przy próbie dogrania w środek „szesnastki”).
Aby poprawić jakość gry swojej drużyny, Bielsa wprowadził na boisko Llorente w miejsce Susaety, natomiast za Ekizę wszedł ofensywnie usposobiony obrońca Amorebieta. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na bramkę Caballero mocno strzelał Llorente, a jego uderzenie dobijał jeszcze reprezentant Wenezueli. I zrobił to skutecznie! Athletic prowadziło po akcji dwóch rezerwowych! Malaga natychmiast ruszyła do odrabiania strat i mogła być za to bardzo szybko skarcona. Gospodarze odzyskali piłkę i przeprowadzili szybką kontrę zakończoną strzałem Muniaina, a dobitka została wybita na rzut rożny. Po jego wykonaniu najwyżej w polu karnym wyskoczył Mikel San Jose i… podwyższył prowadzenie! 2:0!

Nie minęła nawet minuta, a goście ponownie w nieprzemyślany sposób stracili piłkę: lewym skrzydłem pomknął z nią Oscar de Marcos, po czym dograł na dalszy słupek do Toquero. Niemrawo grający do tej pory napastnik ekwilibrystycznym strzałem w okienko podwyższył prowadzenie. 3:0 i nokaut na San Mames – trzy gole w pięć minut! Gospodarze w dalszym ciągu naciskali, bliski podwyższenia rezultatu był Llorente. Pellegrini zdawał sobie sprawę, że nie ma na co czekać i między 65. a 69. minutą dokonał kompletu zmian: na boisku pojawili się dwaj skrzydłowi (Eliseu i Joaquin) oraz środkowy pomocnik z zapasem sił (Camacho). W przeciwieństwie do zmian w Athleticu nie przyniosły one większego rezultatu.
Gospodarze, zadowoleni z wysokiego prowadzenia, oddali nieco inicjatywę przyjezdnym, ci długo potrafili utrzymywać się przy piłce i sensownie ją rozgrywali przed polem karnym Iraizoza, ale gdy robiło się niebezpiecznie, do akcji szybko wkraczał piłkarz gospodarzy i wyjaśniał sytuację. Wyjątkami były strzały Rondona (zablokowane) oraz płaskie uderzenie z dystansu Eliseu (minimalnie niecelne). Jednocześnie Baskowie nie chcieli zaprzepaścić żadnej okazji na skontrowanie rywala – po odbiorze błyskawicznie przechodzili do ataku i tylko przez niedokładność w decydującym momencie akcji nie podwyższyli już prowadzenia.
3:0 to nokaut?