Manchester United przyjechał na Villa Park ze świetną serią sześciu zwycięstw z rzędu i, rzecz jasna, chciał dołożyć kolejną cegiełkę do tej serii. Gospodarze zaś na gwałt potrzebowali punktów po zeszłotygodniowej porażce z WBA. Oba zespoły w pewien sposób pogodził bramkowy remis, jednak czy każda z drużyn może być z niego zadowolona?
Manchester United (1–5–3–2)
Drużyna prowadzona przez Louisa Van Gaala znacząco się poprawiła na przestrzeni ostatnich tygodni. W ostatnich siedmiu meczach (włączając ten z AV) „Czerwone Diabły” zdobyły więcej punktów niż w pierwszych dziesięciu spotkaniach sezonu. To jasno pokazuje ich postęp. Może i samą grą piłkarze z Old Trafford jeszcze nas nie zachwycają, ale obecny Manchester przypomina ten z kadencji Sir Alexa Fergusona – nie zawsze grający świetnie jakościowo, ale zawsze pewny siebie, wyrachowany, świetnie przygotowany fizycznie i mentalnie.
O ile w pierwszych spotkaniach za kadencji „Czarnoksiężnika z Amsterdamu” w składzie co tydzień było dużo zmian (częściej z powodu kontuzji niż fanaberii trenera), o tyle ostatnio LVG dąży do stabilizacji i o wiele łatwiej przewidzieć skład drużyny przed meczem. Także i tym razem, tak jak w spotkaniu z Liverpoolem sprzed tygodnia, ManU wybiegli w ustawieniu 1–5–3–2. Ale były zmiany. O ile obsada bramki i blok obronny nie uległy zmianie, co na pewno wyjdzie w dłuższej perspektywie na plus drużynie z Old Trafford, bo wszyscy dobrze wiemy, że w defensywie potrzeba stabilizacji, o tyle w środku pola zabrakło Fellainiego który zachorował w tygodniu na grypę i nie zdążył się wykurować, a w linii ataku w miejsce Wilsona wszedł w końcu Radamel Falcao.

Od początku spotkania, goście narzucili AV swój styl gry, dyktowali warunki gry i wymieniali wiele podań jakby udowadniając swoją wyższość. Problem w tym, że były to podania głównie wszerz boiska. Manchester grał, ale nie było widać tego efektów pod bramką Brada Guzana. Brakowało przede wszystkim szybkości w wymianie piłki, kombinacji i gry z pierwszej piłki, elementów tak kluczowych, gdy gra się z rywalem, który nastawia się głównie na defensywę.
Szwankował też pressing piłkarzy z Manchesteru w całej pierwszej połowie. Aston Villa nie jest zespołem, który słynie z cierpliwego i umiejętnego utrzymywania się przy piłce, więc stosowanie przeciw niej pressingu może okazać się zabójcze (chyba że efektywne będą długie piłki). Nacisk piłkarzy United był co najmniej „letni”, nie wysilali się aż nadto przy nim, co po czasie zaczęła wykorzystywać drużyna gospodarzy, czując lekkość w ataku.
Dużym atutem w tworzeniu ataku w obecnym ustawieniu i taktyce przyjętej przez LVG jest elastyczność, z jaką United mogą tworzyć ataki. Nie są nastawieni ani na grę skrzydłami, ani na grę środkiem. Na bokach zawsze szeroko ustawieni są Antonio Valencia (prawa strona) i Ashley Young (lewa strona). Obaj są wahadłowymi bocznymi i w wyniku ich ruchów po obu flankach ustawienie ManU przemienia się wraz z przejściem z fazy obronnej do ataku i na odwrót.











