Klęska Legii w meczu z Wisłą Kraków mocno wpłynęła na piłkarzy stołecznego klubu. W pomeczowych wypowiedziach zawodnicy gości powiedzieli, że rozmiary porażki nie odzwierciedlały tego, co działo się na boisku, a o tak wysokiej przegranej zadecydował brak skuteczności i proste błędy w defensywie.
Inaki Astiz: – Nie tak miało być. Przed meczem nikt nie spodziewał się takiego wyniku. W innych spotkaniach także to my pierwsi traciliśmy bramki i potrafiliśmy się podnieść. To powinno nas zmobilizować do lepszej gry. Tak się jednak nie stało. Mieliśmy kilka sytuacji w pierwszej połowie – różnica jest taka, że oni potrafili wykorzystać swoją sytuację. Nie wiem, czego nam zabrakło. Być może pewności siebie – nie mogliśmy pokonać Pawełka, a gdyby nam się to udało, poszłoby z górki. Myślę, że w pierwszej części spotkania graliśmy dobrze i mieliśmy kilka sytuacji. Wydaje mi się, że za mało graliśmy piłką. Staraliśmy się szarpać jeszcze w końcówce, ale nic nam nie wyszło. Sądzę, że lepiej jest przegrać jeden mecz 0:4, niż cztery mecze po 0:1. Wierzę, że wyciągniemy z tego spotkania wnioski – to będzie dla nas kubeł zimnej wody i miejmy nadzieję, że dobrze na nas podziała.
Tomasz Kiełbowicz: – Bardzo szkoda niewykorzystanych trzech sytuacji w pierwszej połowie. Były to stuprocentowe okazje. Pierwsza bramka była dość dziwna, ponieważ nie była to koronkowa akcja Wisły, tylko dośrodkowanie, które Brożek wykorzystał. Źle zaczęliśmy drugą część meczu – jako drużyna popełnialiśmy rażące błędy w defensywie. Był to dla nas naprawdę mocny cios. Przegraliśmy niezwykle prestiżowy mecz. Chcemy się zrehabilitować już w spotkaniu z Arką. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak trudne spotkanie nas czeka. Chcieliśmy wykorzystać chociaż jedną sytuację z pierwszej połowy, a wtedy mecz potoczyłby się inaczej. Jesteśmy zespołem doświadczonym i musimy sobie radzić w trudnych sytuacjach.
Maciej Rybus: – Wisła, co prawda, na początku mocno zaatakowała, lecz potem to my mieliśmy trzy dogodne sytuacje. Po strzale głową Marcina Komorowskiego wszyscy już widzieli piłkę w siatce. Niestety, dostaliśmy bramkę do szatni i do przerwy przegrywaliśmy 0:1. Na drugą część spotkania wychodziliśmy zmobilizowani, ale straciliśmy drugiego gola, potem trzeciego i czwartego. Myślę, że przegraliśmy za wysoko. Wydaje mi się, że gdyby nie ta stracona bramka w pierwszej połowie, druga część spotkania potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie można mówić, że byliśmy zbyt pewni siebie. Gorąco wierzyliśmy, że można Wisłę pokonać i sądzę, że gdybyśmy wykorzystali swoje sytuacje z pierwszej połowy, wynik byłby odwrotny.










