Artur Boruc w Legii Warszawa. Wczorajszego wieczoru klub z Łazienkowskiej potwierdził hitowy ruch, który spotkał się z ogromnym entuzjazmem kibiców nad Wisłą. To nie tylko poważne wzmocnienie „Wojskowych”, lecz także duża marketingowa szansa dla całej ekstraklasy. Co więcej, powrót uznanego reprezentanta kraju – nawet mimo czterdziestki na karku – idealnie wpisuje się w klucz działania warszawiaków: chcą być najmocniejsi. I są!
Legia Warszawa kilka dni temu koronowana została na nowego mistrza Polski, ale klub nie próżnuje, a jego dział sportowy przeprowadza transfery… Transfery to jednak za mało powiedziane. Ruchy kadrowe „Wojskowych” to hity polskiej ekstraklasy, dzięki którym zyskuje nie tylko drużyna z Łazienkowskiej, lecz także całe rozgrywki. Mladenović, Juranović, Lopes i wczorajszy powrót króla – Artura Boruca. Nazwiska rozbudzające apetyty kibiców i pokazujące, jak mądrze prowadzeni są stołeczni – nawet mimo tego, że czasem słychać skamlące głosy zazdrośników.
Transferowa ofensywa
Zaczęło się od pozyskania wyróżniającego się obrońcy ligi, Filipa Mladenovicia, który przyszedł za darmo po wygaśnięciu kontraktu z Lechią Gdańsk. Ruch bardzo dobry, jeżeli nie świetny. Pozyskanie zaznajomionego z ekstraklasą zawodnika, takiego, który z miejsca wskakuje do drużynowej rywalizacji. Podobnie rzecz ma się w przypadku pozyskania Rafaela Lopesa z Cracovii – ściąganie graczy ogranych w Polsce i dobrze radzących sobie w rozgrywkach ligowych. Jak takie działania oceniane są przez warszawskich sympatyków?
– Za wcześnie, by można je ocenić. Legia powinna w pierwszej kolejności wyciągać najlepszych zawodników z PKO Bank Polski Ekstraklasy, a dopiero później rozglądać się po świecie. Dzięki takiej strategii otrzymujemy zawodnika, który nie musi się aklimatyzować, zna ligę, a my wszyscy znamy jego umiejętności. Takim właśnie transferem jest Filip Mladenovic. Jeden z lepszych obrońców w ekstraklasie. Na dodatek Legia nic za niego nie zapłaciła, wiec to przejście oceniam na duży plus.











