Arsene Wenger znów na kartach historii. United zapewnia tytuł City


Kolejna ligowa porażka Arsenalu zbliża "Kanonierów" do pobicia negatywnego rekordu.

15 kwietnia 2018 Arsene Wenger znów na kartach historii. United zapewnia tytuł City

Źle, ale stabilnie. Wyjazdowa forma Arsenalu w bieżącym sezonie zakrawa o kpinę. Dzisiejszy przegrany mecz z Newcastle na St. James' Park był ich dziewiątym, w którym wracali do Londynu bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Jednocześnie Arsene Wenger wyśrubował kolejne negatywne rekordy prowadzonego przez niego zespołu. Ekipa francuskiego menedżera przegrała piąty z rzędu mecz w delegacji, co nie zdarzyło się Arsenalowi od 1984 roku. Ponadto zanotował jedenastą porażkę na przestrzeni całego sezonu, wyrównując wynik z sezonu 2005/2006 pod tym względem. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że przebije tę statystykę i zapisze kolejną niechlubną kartę w historii "Kanonierów", a także w swojej karierze.


Udostępnij na Udostępnij na

Ligowe dogorywanie Arsenalu

Tym samym drużyna Francuza z pewnością nie podniosła morale przed ich najważniejszym dwumeczem tego sezonu. W czerwonej części północnego Londynu nikt oczywiście seppuku nie popełni z powodu porażki z Newcastle, jednakże swoich notowań przed przedwczesnym finałem Ligi Europy z Atletico Madryt na pewno nie poprawili. Istnieje jeszcze co prawda szansa na odkucie nastrojów w przyszłą niedzielę w derbach Londynu z West Hamem, ale czy w tej chwili ma to jakiekolwiek znaczenie?

Śmiało można stwierdzić, że rozgrywki ligowe dla Arsenalu zakończyły się w drugi weekend lutego po porażce na Wembely z Tottehamem. Była to wówczas ich ostatnia szansa, aby zbliżyć się do lokalnego rywala i spróbować jeszcze powalczyć o miejsce w najlepszej czwórce. Paradoksalnie wraz z najlepszym momentem sezon, tj. transferami Aubameyanga i Mkhitariana, liga przestała mieć jakikolwiek sens dla graczy „Kanonierów”.

Piąte, szóste czy siódme miejsce – w zasadzie bez różnicy dla Arsenalu. Abstrahując od samej komiczności tej bardzo możliwej sytuacji, nawet zakończenie ligowe sezonu za plecami Burnley prawdopodobnie dałoby podopiecznym Wengera prawo gry w Lidze Europy. A że na Emirates Stadium nie o takie europejskie rozgrywki chodzi, wszystkie siły naturalnie zostaną rzucone na półfinałowy dwumecz z Hiszpanami, które może dać przepustkę do finału i ostatecznie wejście kuchennymi drzwiami do elitarnej Ligi Mistrzów.

Swoją drogą Wenger na finiszu swojej szkoleniowej pracy stał się hipokrytą pełną gębą. Nie tak dawno wspominał, iż triumfator Ligi Europy nie powinien automatycznie posiadać prawa do gry w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Starego Kontynentu. Obecnie taka sytuacja jako jedyna może pozwolić zakończyć mu ten sezon, i być również jego karierę, z twarzą.

United zapewnia mistrzostwo rywalowi

Niedzielne granie w Premier League zakończyło się pojedynkiem Manchesteru United z West Bromwich Albion. Nic nie wskazywało, że będzie to wybitne widowisko. WBA spadające do niższej klasy rozgrywkowej, przyjeżdżające na mecz z drużyną prowadzoną przez Jose Mourinho – to po prostu nie mogło być w żaden sposób ciekawe.

I tak też to wyglądało, a przynajmniej do momentu pierwszego i jednocześnie jedynego gola. Nikt nie spodziewał się, że zwycięskie trafienie zaliczy drużyna WBA, która sposobi się powoli do rywalizacji w Championship. Trener David Moore, który ostatnio zastąpił zwolnionego Alana Pardewa, nie skorzystał od pierwszych minut z usług Grzegorza Krychowiaka, co oczywiście żadnym zaskoczeniem nie było.

Jedynym godnym odnotowania wątkiem odnośnie do tego spotkania to fakt, iż Manchester United za sprawą porażki przypieczętował mistrzowski tytuł lokalnego rywala z błękitnej części Manchesteru. Z wygodnego miejsca w fotelu przed telewizorem ekipa Guardioli oficjalnie może mianować się mistrzem Anglii 2018 roku. Miano najlepszej drużyny Premier League powraca w ręce „Obywateli” po rozczarowujących czterech latach oczekiwań.

Komplet niedzielnych wyników:

Newcastle – Arsenal 2:1 (1:1)

0:1 – Lacazette 14′
1:1 – Perez 29′
2:1 – Ritchie 68′

Manchester United – WBA 0:1  (0:0)

0:1 – Rodriguez 73′

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze