Niebywałą walkę stoczyły niedzielnego popołudnia Newcastle i Arsenal. Z pojedynku zwycięsko wyszli „The Gunners” dzięki bramce Oliviera Giroud.

Mecz na St James’ Park zapowiadał się na świetną rozgrzewkę przed dzisiejszym szlagierem Chelsea – Liverpool. Z jednej strony byli gospodarze spotkania z rosnącą formą, a z drugiej goście, którzy po fantastycznym początku sezonu powoli tracą impet. Kibice oglądający ten mecz mogli liczyć na dobre widowisko i się nie zawiedli. Pierwsza połowa co prawda była bezbramkowa, ale obfitowała w sytuacje. Wraz z upływem kolejnych minut było widać, że piłkarzom obu zespołów zależało na zdobyciu bramki jeszcze przed końcem połowy, przez co doszło do kilku brutalnych fauli. Sędzia Lee Probert był jednak bardzo pobłażliwy i sięgnął po kartonik tylko raz, pokazując żółtko Oliverowi Giroud za symulację. Pod koniec meczu nieznaczną przewagę miało Newcastle, ale po gwizdku arbitra piłkarze obu ekip zeszli do szatni bez zdobyczy bramkowej.
Początek drugiej połowy wyglądał jak kontynuacja pierwszej. Oba zespoły wypuszczały się z atakami na bramkę rywala, wciąż jednak starannie chroniąc tyły. Większość pojedynków rozstrzygała się więc w środkowej części boiska. Bezbramkowy impas przełamał w 65. minucie Arsenal. Po faulu Cheika Tiote sędzia podyktował rzut wolny dla „The Gunners”. Do piłki podszedł Walcott i miękką wrzutką posłał futbolówkę w pole karne. Tam pierwszy dopadł do niej Olivier Giroud i strzałem głową pokonał Krula. Miarą wysokiego napięcia w tym spotkaniu była przepychanka między piłkarzami obu zespołów po ostrym fauli Rosicky’ego. Zawodnicy Newcastle domagali się czerwonej kartki dla sprawcy, ale Lee Probert ukarał go jedynie żółtą. Do końca spotkania Newcastle starało się powrócić do gry i strzelić wyrównującą bramkę, ale Arsenal skutecznie blokował ataki i to on zabrał ze sobą trzy punkty do Londynu.











