Arsenal Londyn zremisował na własnym stadionie ze Swansea City 2:2 (1:0) w zaległym meczu 29 kolejki Premier League. „Kanonierzy” powoli odłączają się od czołowej trójki w tabeli i niedługo będą musieli się tylko skupiać na obronie czwartej lokaty.
Arsenal w przekroju całego meczu był zespołem lepszym. Co z tego, skoro gracze Arsene Wengera nie potrafili się przedostać na tyle blisko bramki rywali, aby dobitnie zagrozić. W pierwszej połowie goście wypracowali sobie jedną sytuację i ją wykorzystali. W drugiej Arsenal nadal rządził na boisku i przeszło kwadrans przed końcem w ciągu dwóch minut wyszło już nawet na prowadzenie. W samej końcówce padł jednak gol kuriozum i gracze ze stolicy Anglii stracili dwa punkty.

Już w 4. minucie gospodarze mogli wyjść na prowadzenie, kiedy Alex Oxlade-Chamberlain niespodziewanie uderzył z woleja, ale dobrze ustawiony był Vorm i obronił strzał. W 11. minucie jednak to Swansea wyszła na prowadzenie. Taylor dośrodkował w pole karne, ale Bony Wilfired wygrał powietrzny pojedynek z Thomasem Vermaelenem i pokonał bezradnego Wojciecha Szczęsnego. Arsenal przez większość próbował atakować, ale brakowało spokojnego rozegrania akcji. Większość akcji była dość chaotyczna. Dwie minuty przed końcem pierwszej części gry Tomas Rosicky ładnym podaniem poszukał Santiego Cazorli, który szybkim zwodem minął rywala i uderzył z 20 metrów. Vorm po raz kolejny spisał się jednak bez zarzutów.
W drugiej połowie od samego początku warunki gry dyktowali „Kanonierzy”, którzy spokojnie rozgrywali akcje, ale ciągle nie potrafili przebić się przez wyjątkowo szczelną defensywę gości. W końcu w 73. minucie faworyci wyrównali. Gibbs popisał się kapitalną indywidualną akcją, wbiegł w pole karne i zagrał wzdłuż bramki, gdzie na piłkę czekał już Lukas Podolski i dopełnił formalności. Piłkarze z Walii nie zdążyli się otrząsnąć po straconym golu, a już minutę później dostali kolejny! Podolski sprytnym płaskim zagraniem w pole karne, obsłużył Olivera Girouda, który umieścił piłkę w siatce. Po tym jednak przyjezdni odważniej ruszyli do ataku i pięć minut przed końcem mogli wyrównać. Hernandez dośrodkował w pole karne, znów główkę wygrał Bony, ale tym razem dobrze interweniował Szczęsny. Dwie minuty przed końcem Arsenal sam strzelił sobie bramkę po koszmarnym pechu. Mertesacker wykopując piłkę trafił we Flaminiego, a piłka po odbiciu od Francuza i wpadła do siatki.











