Po niesamowitym meczu Arsenal kończy passę dziewięciu lat bez trofeum. Choć „Kanonierzy” przegrywali już 2;0 po 10 minutach, losy meczu rozstrzygnęli w dogrywce. W finale FA Cup pokonali Hull City 3:2.
Korespondencja z Wembley
Mekka angielskiego futbolu była areną najlepszego finału Pucharu Anglii od czasu otwarcia „nowego Wembley”. Arsenal w najtrudniejszy możliwy sposób sięgnął po najstarsze trofeum w światowej piłce.
Choć Hull szybko objęli dwubramkowe prowadzenie w swoim pierwszym finałowym występie, podopieczni Arsene’a Wengera wykazali ogromną determinację i siłę charakteru, odwracając losy meczu.
Tym samym ekipa z hrabstwa Yorkshire stała się dopiero drugą drużyną w historii, która przegrała finał FA Cup prowadząc dwoma bramkami od czasu Sheffield Wednesday w 1966 roku.

A wszystko zaczęło się po myśli piłkarzy Steve’a Bruce’a. Hull potrzebowało zaledwie dwóch minut, aby otworzyć wynik spotkania. Po rzucie rożnym z woleja zza pola karnego uderzył Tom Huddlestone i choć nie trafił czysto w piłkę, stopę zdążył wystawić Jamesa Chestera. Piłka agonizująco wylądowała w siatce bramki Arsenalu, tuż obok bezradnego Łukasza Fabiańskiego.
I na tym trzęsienie ziemi „Tygrysów” się nie skończyło. W 10. minucie w pole karne futbolówkę posłał Stephen Quinn, wywołując niemałe zamieszanie w „szesnastce” Arsenalu. Tam najprzytomniej zachował się inny stoper, Curtis Davies, który z bliskiej odległości pokonał Fabiańskiego. Pomarańczowa strona Wembley eksplodowała. W najśmielszych marzeniach nie mogli liczyć na taki start.
Żeby tego było mało, po kolejnych dwóch minutach mogło już być po meczu, kiedy główkę Aleksa Bruce’a z linii bramkowej wybił Kieron Gibbs.
Dramatycznie słabo grający w obronie „Kanonierzy”, wreszcie ruszyli do przodu i już w 16. minucie strzelili kontaktową bramkę. Santi Cazorla z rzutu wolnego posłał piłkę na długi słupek Allana McGregora i źle ustawiony golkiper zdążyć tylko musnąć uderzenie zanim piłka zatrzepotała w siatce.
Tempo gry spadło w drugiej połowie, ale wyraźniejszą przewagę miał Arsenal, który w 68. minucie powinien był dostać rzut karny. Choć Cazorla był wyraźnie podcięty w polu karnym przez Curtisa Daviesa, sędzia Lee Probert nie wskazał na „wapno”.
Ale kolejny kontrowersyjny incydent był już na korzyść gości z północnego Londynu. Po płaskim dośrodkowaniu Oliveira Giroud rezerwowy Yaya Sanogo próbował uderzyć między nogami na krótki słupek, ale jego strzał był zablokowany – tak przynajmniej sytuację widział jeden z sędziów liniowych. Jak pokazały powtórki, kryjący go Davies, nie dotknął jednak piłki. A z kontrowersyjnego rzutu rożnego padło wyrównanie. Do piłki najwyżej wyskoczył wspomniany Davies, ale skierował futbolówkę wprost na głowę nieświadomego tego Giroud. Piłka spadła pod nogi Koscielnego, który półwolejem pokonał McGregora, doprowadzając do zasłużonego wyrównania.












