Inauguracja 15. kolejki Premier League zapowiadała się niezwykle interesująco. Chociażby dlatego, że przeciwko byłemu klubowi miał zadebiutować Robert Pires. Były reprezentant Francji zagrał od pierwszej minuty, lecz jego nowa drużyna, mimo walki, nie zdołała powstrzymać Arsenalu.
Podopieczni Arsena Wengera od pierwszego gwizdka sędziego ruszyli z atakami na bramkę rywala. Bardzo wysoki pressing poskutkował między innymi tym, że już po 20 sekundach wynik meczu mógł zostać otwarty. Bliski szczęścia był Chamakh. Villa błyskawicznie została zamknięta we własnym polu karnym. W drużynie gospodarzy był widoczny za to Young, lecz jego próby kontrataku kończyły się fiaskiem. Całkiem dobra akcja, być może najlepsza dla podopiecznych Houlliera w pierwszej połowie, miała miejsce w 25. minucie, kiedy to wysoka piłka została posłana w pole karne do wspomnianego skrzydłowego.

Pierwsza bramka padła dopiero w 39. minucie. Chociaż „The Villans” dzielnie się bronili, to w końcu musieli skapitulować. Arszawin przeprowadził rajd skrzydłem, zszedł w stronę pola karnego, a tam zwiódł aż trzech obrońców. Oddał płaski strzał w stronę długiego słupka i jako pierwszy pokonał Friedela. Minutę później wynik mógł podwyższyć Nasri, lecz nie skorzystał z wybornej sytuacji. Udało mu się to tuż przed końcem regulaminowego czasu gry, otrzymał świetną piłkę z rzutu rożnego i potężnie uderzył z woleja. Tymczasem do przerwy Villa oddała tylko jeden strzał.
W drugiej odsłonie starcia gospodarze szybko rozpoczęli proces wychodzenia z symbolicznego dołka. Już po około siedmiu minutach gry po części odrobili stratę. Doskonałą piłkę otrzymał Clark, przyjął ją klatką piersiową, po czym uderzył z woleja w samo okienko bramki. Fabiański był bez szans. Jednak cztery minuty później znów podwyższył prowadzenie Chamakh, który wykorzystał prostopadłe podanie. Pod bramką Villi trochę się kotłowało, lecz podopieczni Houliera zdołali odnaleźć swoje szanse w ofensywie.
W 71. minucie znów padła bramka po rozegraniu z rzutu rożnego. I tym razem jej strzelcem okazał się Clark, który głową skierował piłkę w kierunku bramki. Futbolówka wcześniej odbiła się jeszcze od poprzeczki. Była to na pewno motywacja dla gospodarzy, lecz Arsenal nie zamierzał odpuszczać, wciąż szukał swoich szans. No i znalazł, chociaż dopiero w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Zakotłowało się w polu karnym „The Villans”, Wilshere otrzymał bardzo miękką piłkę i wykorzystał chwilę nieuwagi defensywy rywala strzałem głową. Ustanowił on wynik na 4:2 i tak też zakończyło się to spotkanie.










