Dziś o godzinie 16:00 odbyły się kolejne mecze 4. kolejki Premier League. Obie ekipy z Londynu, Tottenham i Arsenal, nie zawiodły swoich wielbicieli. Co innego mogą natomiast powiedzieć fani Manchesteru City. Ich zespół tylko bezbramkowo zremisował ze Stoke. Na dodatek to „The Potters” powinni wygrać to spotkanie.
Stoke City – Manchester City 0:0

Podopieczni Manuela Pellegriniego doskonale zapamiętali lekcję z pierwszego wyjazdowego meczu w Cardiff. Teraz nie chcieli napisać podobnego scenariusza, a wręcz przeciwnie – zakończyć spektakl happy endem. Jednakże to Stoke najpierw stworzyło rywalom groźną sytuację. Powinno być 1:0, ale Jon Walters nie trafił do bramki z kilku metrów. Po półgodzinie gry znowu do głosu doszli gospodarze. Tym razem po dobrej, składnej akcji szansę na strzelenie gola miał Kenwyne Jones, ale i ten piłkarz nie potrafił pokonać Joego Harta. W pierwszej połowie gra była wyrównana, jednak to zawodnicy Marka Hughesa stwarzali większe zagrożenie.
Od początku drugiej części gry dalej aktywniejsi byli domownicy. Charlie Adam dostrzegł w polu karnym Jonesa. Zagrał do niego piłkę, jednak napastnik uderzył nad poprzeczką. Potem Hart wspaniale uratował swój zespół przed utratą gola po tym, jak piłka odbiła się rykoszetem po dośrodkowaniu Marca Wilsona od Matiji Nastasicia. „The Citizens” wyglądali tak, jakby byli szczęśliwi z remisu. Może to było oszczędzanie sił na rozpoczynającą się we wtorek edycję Ligi Mistrzów?
Sunderland – Arsenal 1:3

Wszyscy z wielkim zaciekawieniem czekali na to, jak dobrze wejdzie w życie i zadebiutuje na boiskach Premier League nowy nabytek Arsenalu, Mesut Oezil. Jak się okazało, Niemiec szybko zyskał uznanie fanów „The Gunners”. Już w 11. minucie asystował przy trafieniu Oliviera Girouda. Przy okazji warto podkreślić, że francuski napastnik strzelił już czwartego gola w tym sezonie w lidze angielskiej. Aż nie można uwierzyć, że to dopiero pierwszy gol zdobyty przez byłego zawodnika Montpellier poza stolicą Anglii. Choć chwilę później mało brakowało, a do wyrównania doprowadziłby Modibo Diakite, jednak defensor nie wykorzystał dośrodkowania z rzutu rożnego w wykonaniu Charalamposa Mavriasa. W pierwszej części meczu „Kanonierzy” zdominowali grę. Mówią nawet o tym statystyki. Po pierwszej połowie piłkarze Arsene Wengera bardzo często mieli piłkę przy nodze, a dokładnie przez 74 procent czasu.












