Podopieczni Arsene Wengera rozpoczęli „Arsenal Tour 2012” wczorajszym spotkaniem z Malaysia XI, w której skład wchodzą najlepsi zawodnicy ligi malezyjskiej stanowiący jednocześnie trzon kadry narodowej. Szczęśliwie wygrali 2:1.
Letnia przerwa to okres, kiedy wiele drużyn z Premier League udaje się do Azji, by przygotować się do sezonu, spełnić oczekiwania sponsorów oraz spotkać się ze swoimi fanami spoza Europy. Z tego względu zawodnicy nie mieli zbyt wiele czasu na zajmowanie się tylko i wyłącznie kwestiami piłkarskimi, ale musieli uczestniczyć w działaniach marketingowych. Przykładowo Alex Song prowadził trening pokazowy z miejscowymi dziećmi, kilku piłkarzy złożyło niezapowiedzianą wizytę w szkole, a jeszcze inni „Kanonierzy” uczestniczyli w spotkaniach z dziennikarzami.
Nie da się ukryć, że to wszystko było widoczne na boisku. O ile do niektórych graczy trudno mieć pretensje, gdyż mieli za sobą trudny sezon, przedłużony mistrzostwami Europy, o tyle młodzi piłkarze z rezerw Arsenalu mogli lepiej wykorzystać swoją szansę pokazania się Wengerowi.
Mecz toczył się w niezbyt szybkim tempie. Widać było, że Malezyjczycy chcieli się pokazać z jak najlepszej strony, „Kanonierzy” natomiast grali ospale, na wyprostowanych nogach, w spacerowym tempie i zupełnie zdekoncentrowani. Andre Santos nie wykorzystał dwóch niemal stuprocentowych sytuacji do zdobycia bramki. W efekcie Arsenal dostał „prezent” do szatni od gospodarzy. Niepośledniej urody gola strzelił Azmi Muslim. W tej sytuacji Vito Mannone był bez szans. Nawiasem mówiąc, bardzo nietuzinkowo wyglądali cieszący się miejscowi kibice ubrani w koszulki Arsenalu.
W drugiej części spotkania w dużej mierze atakowali „The Gunners”, dziwnie jednak patrzyło się na wolno truchtających Aleksa Oxlade’a-Chamberlaina i Theo Walcotta, którym brakowało polotu i szybkości, do jakich przyzwyczaili nas w poprzednim sezonie. Jednak skuteczność Benika Afobe pozostawiała wiele do życzenia. Reprezentant młodzieżowej drużyny Anglii nie wykorzystał sytuacji sam na sam z malezyjskim bramkarzem głównie z powodu nonszalanckiego braku koncentracji. Do 87. minuty wydawało się, że spotkanie wygrają gospodarze, młodzi rezerwowi gracze jednak przeprowadzili dwie kluczowe akcje i wygrali 2:1 (gole zdobyli: Thomas Eisfeld i Chuks Aneke).
Z jednej strony, trudno mieć pretensje do zawodników Arsenalu, gdyż sparingi nie są celem, lecz jednym z etapów przedsezonowych przygotowań. Jednak występująca na boisku młodzież mogła włożyć w grę więcej serca. Na pewno argumentem na korzyść słabego występu „Kanonierów” był klimat (około osiemdziesięcioprocentowa wilgotność powietrza) i stan murawy. Należy jednak pamiętać, że warunki dla obu drużyn były takie same.
Poniżej wideo z bramkami ze spotkania. Warto zwrócić uwagę na gola Malezyjczyków:










