Dwa pierwsze mecze 29. kolejki skończyły się wygraną Arsenalu Londyn i Boltonu Wanderers. Drużyna Arsene Wengera pokazała, że powalczy z Manchesterem United i Chelsea o tytuł w tym roku. Podopieczni Owena Coyle’a wywieźli ważne 3 punkty z Upton Park.
Porażka beniaminka na Emirates
Arsenal gościł dzisiaj na Emirates Stadium Burnley FC. W pierwszej połowie goście nie zaskoczyli podopiecznych Arsene Wengera. Gospodarze panowali na boisku prawie całkowicie i można się dziwić dlaczego pierwsza połowa skończyła się tylko jednobramkowym prowadzeniem. „Kanonierzy” nie wykorzystali kliku znakomitych okazji. Prawie przez cały czas utrzymywali się przy piłce i próbowali tworzyć akcje umożliwiające dojście do bramki Burnley. Na początku spotkania nie ustrzegli się kilku błędów, ale podopieczni Briana Lawsa nie potrafili wykorzystać nadarzających się okazji. Gola w 34. minucie strzelił kapitan Arsenalu, Cesc Fabregas. Po ładnej akcji a szczególnie wymiany piłki z Nasrim i znakomitej wrzutce na szósty metr od bramki Briana Jensena. Fabregas z półwoleja skierował piłkę do bramki. Niestety zdobywca bramki musiał kilka minut później zejść z boiska z powodu urazu, jakiego nabawił się po wejściu Daniela Foxa. Pierwsza część gry zakończyła się wynikiem 1:0 i nic nie wskazywało na to, że Arsenal zwolni po przerwie.
Druga połowa zaczęła się od intensywnego natarcia gospodarzy. Widać było, że graczom Arsene Wengera zależy, aby strzelić Burnley jak najwięcej bramek. Już w 46. minucie mogło być 2:0. Znakomitą okazję zmarnował jednak duński napastnik. Nicklas Bendtner nie trafił w bramkę z najbliższej odległości po podaniu Theo Walcotta. Chwilę później Duńczyk strzelił ponad bramką Jensena. W 50. minucie stało się coś całkowicie nieoczekiwanego. Po dobrym długim podaniu w pole karne Patersona wyrównującego gola dla Burnley strzelił David Nugent. Kibice nie mogli uwierzyć, ale goście zremisowali i potwierdzili powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Gol Burnley podrażnił graczy z Londynu, którzy przez kolejne minuty próbowali stwarzać sytuacje strzeleckie. Kolejną doskonałą sytuację miał Bendtner, jednak duński napastnik nie potrafił wstrzelić się w bramkę gości. W 59. minucie ta sztuka udała się Walcottowi. Po dobrym rajdzie prawą stroną, Anglik przeniósł piłkę na lewą nogę i ładnym strzałem w długi róg pokonał Jensena. Arsene Wenger chciał podwyższyć prowadzenie i w drugiej połowie wprowadził do gry Arszawina i Eduardo. W końcowej fazie spotkania inicjatywę przejęli jednak goście. Manuel Almunia musiał interweniować kilka razy. Doskonałą okazję w 84. minucie na wyrównanie miał Thompson, jednak napastnik strzelił ponad bramką Arsenalu. Wynik w doliczonym czasie gry podwyższył Arszawin. Drużyna prowadzona przez Francuza zdobyła ważne trzy punkty i, do czasu zakończenia meczu Manchesteru, wskoczyła na drugą lokatę. Gracze Briana Lawsa przegrali swój 17. mecz i są poważnym kandydatem do spadku w tym sezonie.
Mała niespodzianka na Upton Park
Kibice na Upton Park mieli swojego cichego faworyta. Byli nim oczywiście gospodarze, którzy swoje ostatnie dwa mecze u siebie wygrali. Sobotni przeciwnik, Bolton Wanderers, nie wygrał swojego meczu przez sześć ostatnich spotkań. Jednak kibice West Ham United musieli być rozczarowani grą swoich ulubieńców. Szczególnie słabo spisywała się obrona „Młotów”. Pomimo dobrych kilku pierwszych minut, podopieczni Gianfranco Zoli nie zdołali skutecznie obronić się przed zagrożeniem, które stwarzali goście. Wynik, w dziesiątej minucie, otworzył Kevin Davies, który z pięciu metrów wykończył dobre podanie od Chung-Yong Lee. Swoją przewagę goście potwierdzili zaledwie sześć minut później, strzelając drugiego gola. Tym razem akcję po podaniu, Tamira Cohena, wykorzystał Jack Wilshere. Gospodarze próbowali zmniejszyć straty jeszcze przed przerwą, lecz żaden z graczy West Hamu nie znalazł drogi do bramki. Najbliżej strzelenia bramki Jaaskelainenowi byli Carlton Cole oraz Alessandro Diamati. Żaden z nich jednak nie zdołał zdobyć kontaktowego gola w pierwszej połowie.










