Arsenal Londyn w ładnym stylu pokonał na Emirates Stadium Fulham Londyn, a Burnley FC niespodziewanie pokonało u siebie Tottenham Hotspur.
Arsenal 4:0 Fulham
Podopieczni Arsene Wengera podejmowali na Emirates ekipę Roya Hodgsona. Wydawało się, że finaliści Ligi Europejskiej łatwymi przeciwnikami w niedzielę nie będą. Okazało się inaczej, bo to Arsenal przez większą część meczu dominował na boisku, co potwierdził bramkami. Pierwsza padła w 20. minucie. Zdobył ją Andriej Arszawin. Rosjanin otworzył wynik spotkania, zabierając piłkę bramkarzowi Fulham i strzelając z trudnego kąta. Zaledwie pięć minut później, gracze Arsene Wengera podwyższyli prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Robin van Persie. Holender posłał piłkę do siatki po dobitce, ponieważ za pierwszym razem futbolówka odbiła się od poprzeczki. To nie był koniec strzelania w pierwszej połowie. W 37. minucie Arsenal wygrywał już 3:0. Tym razem, samobójczego gola strzelił Chris Baird. Najpierw piłkę dośrodkowywał Theo Walcott, tę zbił Eboue i nadbiegający obrońca Fulham umieścił ją we własnej siatce. Chwilę później mogło być 4:0, ale Walcott minimalnie się pomylił i nie zdołał przelobować Schwarzera.

Na początku drugiej połowy wspaniałymi interwencjami, przy strzałach van Persiego, popisywał się Mark Schwarzer. Gdyby nie Australijczyk, Fulham mogłoby przegrywać już 4:0. W późniejszej fazie meczu Arsenal spokojnie prowadził grę i starał się nie popełniać pomyłek w defensywie. W 68. minucie błąd, kwalifikujący się na czerwoną kartkę, popełnił Łukasz Fabiański, ale sędzia, ku niedowierzaniu widzów, pokazał Polakowi kartonik o żółtym kolorze. Okazji na zdobycie gola, w 79. minucie, nie wykorzystał Robin van Persie. Holenderski snajper posłał piłkę ponad poprzeczką. W 83. minucie kropkę nad i postawił Carlos Vela. Meksykanin wypracował sobie sytuacje sam na sam i ładnym, technicznym strzałem pokonał Marka Schwarzera, po raz ostatni. Arsenal pewnie ograł finalistę Ligi Europejskiej, odsłaniając największe niedociągnięcia Fulham. Drużyna utrzymał tym samym trzecią lokatę, o którą walczyli gracze Harry’ego Redknappa.
Burnley FC 4:2 Tottenham Hotspur
Mecz na Turf Moor był dla gospodarzy szansą na ładne pożegnanie się z Premier League, a dla podopiecznych Harry’ego Redknappa (biorąc pod uwagę potknięcie Arsenalu) szansę na trzecie miejsce. Spotkanie znakomicie zaczęło się dla tych drugich. Tottenham wyszedł na prowadzenie już w 3. minucie spotkania. Bramkę zdobył Gareth Bale, a asystował Aaron Lennon. Tottenham rozgrywał dobry mecz. a na boisku najbardziej wyróżniał się Luka Modric, który w 32. minucie poparł występ piękną bramką. Wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, ale Burnley odpowiedziało bramką w najlepszym momencie. Na trzy minuty przed przerwą bramkę na 1:2 strzelił Wade Elliott, podawał Steven Fletcher. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:2 i w drugiej połowie zapowiadało się na ciekawe widowisko.











