Piłkarze z angielskiej Premier League nawet w Nowy Rok pracują. Na zakończenie dzisiejszego dnia podopieczni Arsene Wengera przyjechali na St Mary’s Stadium po to, aby zmierzyć się z Southamptonem. Arsenal zremisował z beniaminkiem rozgrywek 1:1. Bramkę dla gospodarzy zdobył Ramirez, natomiast goście wyrównali po samobójczym trafieniu Do Prado.
„Kanonierzy” od początku meczu próbowali przejąć kontrolę w środkowej strefie boiska. Spokojna gra w ataku pozycyjnym przyniosła z czasem pierwsze efekty, ponieważ błędy popełniał polski bramkarz gospodarzy – Artur Boruc. Przez pierwsze 15 minut w obu ekipach mnożyła się duża niedokładność, dlatego byliśmy świadkami dość chaotycznego spotkania. Choć Arsenal przeważał w posiadaniu piłki – było to 69% do 31% na korzyść gości – to nie potrafił tego wykorzystać. Jednym z wyróżniających się piłkarzy Southamptonu był Urugwajczyk Ramirez, który próbował wziąć ciężar gry na swoje barki. Gospodarze starali się zaskoczyć piłkarzy z Londynu strzałami z dystansu oraz wrzutkami z prawej bądź lewej strony boiska, ale wszystkie akcje kończyły się dla nich bez żadnych większych korzyści.

W 34. minucie spotkania po zamieszaniu w polu karnym Arsenalu gola dla gospodarzy zdobył Gaston Ramirez. Stratę w środku boiska zaliczył Lukas Podolski, co zaowocowało kontratakiem „Świętych”. Seria przypadków oraz dobry strzał Urugwajczyka przyniosły pierwszego gola w tym spotkaniu. Wojtek Szczęsny nie miał żadnych szans. Chwilę później również Gaston Ramirez znalazł się w dobrej sytuacji, jednak tym razem dobrze interweniował kapitan „Kanonierów”, Thomas Vermaelen. Dosłownie pięć minut później na St Mary’s Stadium było już 1:1. Po dośrodkowaniu Theo Walcotta futbolówkę do własnej bramki skierował Guly Do Prado. Piłkarze Arsene Wengera ruszyli agresywniej do ataku. Santi Cazorla w końcu pokazał się nam z dobrej strony, ponieważ zaczął rozdzielać piłkę na prawą i lewą stronę. Jeszcze przed zakończeniem pierwszej połowy gola zdobył Theo Walcott, ale wcześniej znalazł się na pozycji spalonej, dlatego po 45 minutach gry mieliśmy remis 1:1.
Od początku drugiej połowy gra obu drużyn się nie zmieniała. Nadal przeważały duża niedokładność i chaotyczna gra. W 55. minucie spotkania bardzo dobry strzał oddał Guly Do Prado, lecz Wojciech Szczęsny popisał się jeszcze lepszą interwencją. Menedżer Arsenalu szybko zareagował i już chwilę później przeprowadził pierwszą zmianę. Na placu gry pojawił się Olivier Giroud, który w poprzednim spotkaniu z Newcastle popisał się dwiema bramkami. Po 15 minutach gry gospodarze mieli fantastyczną okazję do zdobycia gola. Niestety najlepszy strzelec zespołu, Lambert, nie potrafił tego wykorzystać. W drugiej połowie zdecydowanie lepszym zespołem byli gospodarze, ponieważ stwarzali sobie więcej sytuacji, oddali więcej strzałów oraz w miarę możliwości kontrolowali grę poprzez agresywny odbiór piłki. „Kanonierzy” nie potrafili utrzymać się w posiadaniu futbolówki przez dłuższy okres czasu.











