Na Portman Road doszło do jednego z ciekawszych pojedynków bieżącej edycji angielskiego Pucharu Ligi. Ipswich Town w półfinale podjęło Arsenal i co ciekawe – wygrało. W bramce „The Gunners” stał Szczęsny, lecz nie miał on szans przy bramce Priskina.

Arsene Wenger w tym sezonie już po raz kolejny postawił na polskiego bramkarza. W rozgrywkach Carling Cup do tej pory spisywał się on całkiem nieźle, a w meczu z „The Tractor Boys” potwierdził tę zasadę, chociaż jego drużyna przegrała. Pierwsza połowa była jednak wyrazem dominacji gości, Arsenal przeważał i zdecydowanie dyktował tempo spotkania. Jedyną sytuacją, w której podopieczni McParlanda pozytywnie zaskoczyli, była ta z 42. minuty. Priskin dobrze złożył się do strzału z przewrotki i mógłby cieszyć się z gola, gdyby sędzia nie odgwizdał spalonego. Chociaż ekipa z Londynu dobrze sobie radziła, to po pierwszej odsłonie pozostawiła pewien niedosyt.
Po przerwie Arsenalowi zdarzyło się trochę błędów. W 62. minucie bliski uwolnienia i klarownej sytuacji był Priskin, lecz w porę zażegnano niebezpieczeństwo. Odpowiedział mu w 71. Walcott, który pokusił się o niecelne uderzenie z ostrego kąta. Blisko było też niedługo później, próbował Fabregas, lecz przestrzelił w dogodnej sytuacji. Można powiedzieć, że to się zemściło, gdyż dwie minuty później świetnie uwolnił się Priskin (który rozegrał bardzo dobry mecz) i bez problemów pokonał Szczęsnego. Był to zimny prysznic dla Arsenalu, który od tej pory przeszedł do zdecydowanej ofensywy, lecz nie zdołał wyrównać, pomimo dogodnych sytuacji. Ipswich mogło nawet podwyższyć prowadzenie, lecz mimo dobrej pozycji, szansy nie wykorzystał Edwards. Chociaż ekipa z Portman Road jest w procesie małej przebudowy, gdyż opiekuje się nią tymczasowy menadżer, to zdołała odprawić klub z ekstraklasy. Jest już zatem bliżej niż dalej finału, w którym może zmierzyć się z West Hamem lub Birmingham City.











