Po fenomenalnym widowisku na White Hart Lane Arsenal po zwycięstwie nad Tottenhamem nadal liczy się w walce o mistrzostwo kraju. Po przepięknym golu zdobytym przez Thomasa Rosicky’ego na początku spotkania Tottenham przeważał, jednak świetna postawa Mertesackera i Koscielnego w obronie zadecydowała o tym, że to „Kanonierzy” wywieźli cenne trzy punkty z północnego Londynu.
W drugim niedzielnym spotkaniu w ramach rozgrywek angielskiej Premier League na White Hart Lane przyjechał zespół Arsenalu. Ani „Kanonierzy”, ani „Koguty” nie mogli pozwolić sobie na utratę punktów. Podopieczni Arsene Wengera walczą o mistrzostwo, a targani problemami zawodnicy Tima Sherwooda bardziej skupiają się już na utrzymaniu pozycji, która pozwala im na grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie niż na walce o najwyższe laury.
Oba zespoły przystąpiły do spotkania bez najważniejszych piłkarzy. W drużynie gości kontuzjowani są Mesut Oezil, Aaron Ramsey, Jack Wishere, Theo Walcott i Abu Diaby, natomiast gospodarze muszą obyć się bez pomocy kapitana Dawsona i Lameli. Występy Emmanuela Adebayora, Kyle’a Walkera i Moussy Dembele były niepewne do ostatniej minuty. Jak się okazało na kilka minut przed meczem, Adebayor zdołał zostać przygotowany przez sztab medyczny na tyle, by wystąpić w wyjściowej jedenastce. Szczęście Tottenhamu zdawało się nie kończyć, gdyż Younes Kaboul, który po obejrzeniu czerwonej kartki w spotkaniu przeciwko Chelsea wygrał apelację i mógł pojawić się na boisku.
Na możliwości wystawienia relatywnie mocnego składu szczęście zespołu Tima Sherwooda się skończyło. Arsenal zaczął od mocnego uderzenia. Thomas Rosicky, który przez wielu kibiców uważany jest za niepotrzebnego piłkarza, uderzył potężnie na bramkę Hugo Llorisa z prawej strony pola karnego i już na początku drugiej minuty spotkania „Kanonierzy” prowadzili 1:0. Arsene Wenger, nie mógł wymarzyć sobie lepszego startu w meczu, który, jak sam określił, jest jednym z najważniejszych meczów derbowych, w jakich brał udział.
Goście, po strzelonej bramce, wycofali się i pozwolili „Kogutom” rozgrywać piłkę. Gdy tylko futbolówka pojawiała się w okolicach pola karnego wracającego do składu Wojciecha Szczęsnego, defensorzy „Kanonierów” wybijali ją, przerywając mozolnie konstruowane akcje gospodarzy. Taktyka zdawała się sprawdzać i umożliwiać to, co zespół Wengera sobie założył, czyli zabójcze kontrataki. Nieporadność „Kogutów” mogła zostać wykorzystana przez Arsenal w 15. minucie, kiedy to strzelec bramki podał na wolne pole do Oxlade-Chamberlaine’a, jednak ten nie potrafił precyzyjnie przenieść piłki nad wychodzącym do niego Hugo Llorisem.
Problemem Tottenhamu był brak wykończenia akcji strzałem. Emmanuel Adebayor, którego Sherwood desygnował do grania na szpicy, nie dobiegał do dobrych podań kolegów z zespołu, co skutkowało znikomą ilością szans zdobycia bramki. W 20. minucie Arsenal podbudowany swoją znakomitą grą defensywną postanowił wyjśc wyżej. Mogło to przynieść więcej problemów niż pożytku, gdyż minutę później brutalnym faulem „popisał się” Bakary Sagna, który mógł dziękować sędziemu spotkania, Mike’owi Deanowi za to, że po wślizgu wyprostowaną nogą obejrzał tylko żółtą kartkę. Na szczęście, poturbowany Danny Rose szybko się pozbierał i obyło się bez kolejnej kontuzji w szeregach „Kogutów”.










