Liczący na potknięcie lidera Manchester City bez najmniejszych problemów uporał się z Cardiff City, strzelając Walijczykom cztery bramki, tracąc przy tym dwie. „Kanonierzy” również nie zawiedli swoich kibiców i po zwycięstwie 2:0 nad Fullham pozostają na czele tabeli Premier League. Londyński klub ma po 22. kolejkach już 51 punktów i jedno oczko przewagi nad „The Citizens”.
Manchester City – Cardiff City
Manchester City mógł już od początku ustawić spotkanie pod swoje dyktando, jednak sędzia spotkania, Neil Swarbrick, po oczywistym faulu w polu karnym Cardiff na Edinie Dzeko nie podyktował rzutu karnego. Zespół Ole Gunnara Solskjaera dobrze bronił agresywne ataki gospodarzy przez pierwsze kilkanaście minut, jednak już w 14. minucie „The Citizens” objęło prowadzenie po strzale poszkodowanego w pierwszej minucie Edina Dzeko. Bośniak po podaniu Davida Silvy w poprzek boiska nie miał problemu z umieszczeniem piłki w siatce. Mimo protestów walijskich zawodników, według których asystujący przy bramce Hiszpan zagrał piłkę ręką, Dzeko świętował setną bramkę dla klubu z Etihad Stadium, a zespół cieszył się prowadzeniem w meczu. Po raz kolejny w tym sezonie swoją przydatność pokazał system Goal Line, gdyż „Drozdy” wykłócały się również o to, że jeden z zawodników gości zdążył wybić piłkę, zanim ta całym obwodem minęła linię bramkową. Jak pokazała jednak wspomniana technologia, bramka została uznana prawidłowo, przynajmniej w tym aspekcie. Napór zawodników City rósł z minuty na minutę, jednak zmuszone do rozpaczliwej defensywy Cardiff potrafiło w 29. minucie skontrować pretendentów do tytułu i po strzale Craiga Noone’a z prawej strony pola karnego skazywane na porażkę „Drozdy” remisowały na Etihad. Rozwścieczeni tym obrotem sprawy „The Citizens” nie kazali kibicom długo czekać. W 33. minucie, po odbiorze fenomenalnego w tym sezonie Yayi Toure, piłka trafiła do Edina Dzeko, który nie potrafił jednak czysto trafić w futbolówkę. Ta jednak trafiła pod nogi Jesusa Navasa, który, niczym rasowy snajper, umieścił piłkę obok bezradnego bramkarza gości. Następne kilkanaście minut upodobniło się do tego, co widzowie oglądali przed stratą gola przez gospodarzy, jednak żadnej z drużyn nie udało się sforsować defensywy przeciwnika i zespoły powędrowały do szatni.

Po przerwie na boisko pierwsi wybiegli zawodnicy gospodarzy, jakby dając sygnał gościom, że 2:1 to nie jest wynik, który zadowoli pretendentów do tytułu. Przez pierwsze 15 minut drugiej części spotkania „The Citizens” nie potrafili przebić się przez obronę Cardiff, a Manuel Pellegrini zdecydował się wpuścić na boisko Sergio Aguero w miejsce Alvaro Negredo, któremu przecież przepowiadano wielomiesięczny rozbrat z futbolem. W 76. minucie fenomenalną akcję przeprowadził Yaya Toure. Odebrał piłkę pod własnym polem karnym i chcąc wybijać, piłka rykoszetowała pod jego nogi. Popędził z nią pod pole karne Cardiff, zagrał klepkę z kolegą z zespołu i potężnie uderzył na bramkę „Drozdów”. City prowadziło już dwoma bramkami. Kilka minut później było już 4:1. Sergio Aguero świetnie wrócił po kontuzji, pakując futbolówkę do bramki z prawej strony pola karnego z wystarczającą siłą, by David Marshall nie miał szans zareagować. Taki wynik satysfakcjonował już kibiców na Etihad Stadium, fani „The Citizens” rozpoczęli świętowanie. Przyszło ono jednak za wcześnie, bo już w doliczonym czasie gry Frazier Campbell ustalił wynik spotkania strzałem z najbliższej odległości. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:2 na korzyść Manchesteru, jednak „The Citizens” nie zdołali przesunąć się na pierwsze miejsce w tabeli Premier League.











