Pierwsze miesiące obecnego sezonu wlały nadzieję w serca kibiców Arsenalu. Wiele wskazywało na to, że Unai Emery rzeczywiście może odbudować podupadłą pozycję „The Gunners”. Wywalczyć awans do Ligi Mistrzów już w pierwszym sezonie pracy na Emirates Stadium. Euforia minęła jednak w grudniu. Arsenal dotknął kryzys trwający do chwili obecnej. Czy londyński klub kolejny rok będzie pozbawiony udziału w elitarnych europejskich rozgrywkach?
Z objęciem posady menedżera zespołu przez Unaia Emery’ego wiązano na Emirates Stadium spore nadzieje. Hiszpański szkoleniowiec otrzymał od władz klubu zadanie przywrócenia Arsenalu do krajowej i europejskiej czołówki. Miejsc, które „The Gunners” opuścili dawno temu. Dlatego celem priorytetowym stała się kwalifikacja do następnej edycji Ligi Mistrzów. Szkoleniowiec otrzymał fundusze na transfery, choć w porównaniu z największymi ligowymi rywalami niezbyt wielkie. Zespół jednak wzmocniono tak, by walka o miejsce w czołowej czwórce była realna. Mimo pozyskania utalentowanego Lucasa Torreiry czy golkipera Bernda Leno eksperci nie wróżyli sukcesu zespołowi Unaia Emery’ego.
Medialne opinie potwierdził początek bieżącego sezonu. Porażki z bezpośrednimi rywalami o czołowe lokaty – Manchesterem City i Chelsea – utwierdzały w przekonaniu, że obecna kampania może być dla podopiecznych hiszpańskiego szkoleniowca bardzo trudna. Następnie zespół „The Gunners”odniósł jednak siedem ligowych zwycięstw z rzędu. Dzięki niesamowitej serii Arsenal zadomowił się w czołówce tabeli, tracąc do liderującego Manchesteru City zaledwie dwa punkty.

– Nie uważam, żeby na początku sezonu ktokolwiek dawał im szanse na skończenie [sezonu] w czołowej czwórce, ale [Unai Emery] dał im przynajmniej szansę, że to może się stać. Jest dobrym menedżerem i potrzebuje kilku okien [transferowych]. Z czasem sprowadzi swoich zawodników. Dzieli ich długa droga od Manchesteru City, ale będą się liczyć [w walce o miejsce w czołowej czwórce] – komentował na początku listopada dyspozycję Arsenalu ekspert Sky Sports, Paul Merson.
Seria zwycięstw w końcu zamieniła się jednak w pasmo meczów bez porażki w Premier League. Arsenal walczył na wszystkich frontach, co przypłacił licznymi problemami zdrowotnymi. Kadra „The Gunners” została przetrzebiona urazami, a wielkimi krokami zbliżał się grudniowy maraton w angielskiej ekstraklasie.
Improwizacja w momencie kryzysu
W najbardziej intensywny okres w sezonie Arsenal wkraczał ze sporymi problemami w linii defensywnej. Rob Holding odniósł poważny uraz kolana, co zmniejszyło pole manewru hiszpańskiemu szkoleniowcowi. Do absencji spowodowanych kontuzjami dochodziły także karencje za nadmiar kartek. To doprowadzało momentami do kuriozalnych sytuacji. Jedynym dostępnym nominalnym środkowym defensorem przed grudniowym meczem z Southampton był Laurent Koscielny.













