Po szybko strzelonej bramce i mądrej obronie Arsenal przedłużył serię zwycięstw do sześciu meczów. Świetna passa ostatnich kolejek poskutkowała awansem. „Kanonierzy” są już trzeci.
Obfite emocje środowych spotkań nie ominęły także i Goodison Park. Gospodarze po świetnej passie zostali ostatnio zatrzymani w derbowej porażce z Liverpoolem 0:3. A mieli już siedem meczów bez porażki. Arsenal z pewną dozą szczęścia w ostatnich tygodniach zanotował aż pięć wygranych.

Piłkarze obu zespołów wyszli na murawę w specjalnych koszulkach z nadrukami wspierającymi Fabrice’a Muambę, byłego piłkarza Arsenalu. Anglik na całe szczęście ma się już lepiej i powoli powraca do zdrowia. Do swojego piłkarskiego domu wrócił Mikel Arteta, którego przywitały brawa. Hiszpan spędził wiele czasu w Evertonie, a od lata przywdział barwy Arsenalu. Jak zapowiadał Moyes, żadne gwizdy i przykrości nie spotkały byłego gwiazdora „The Toffees”.
Pierwszy kwadrans należał pod dyktando przyjezdnych. Szybkie ataki skrzydłami, bardzo ofensywnie grający Bacary Sagna. W 6. minucie kilka ładnych podań wymieniła druga linia Arsenalu, ale finisz Ramseya pozostawił wiele do życzenia. Niespełna 120 sekund później piłkarze w czerwonych strojach wyszli na prowadzenie. Ponad głowami defensorów Evertonu poszybował Thomas Vermaelen i skutecznie wykończył dośrodkowanie z narożnika boiska.
Arsenal po objęciu tak szybkiego prowadzenia postanowił zwolnić tempo. Przez kilkanaście minut gra toczyła się nieopodal koła środkowego, co i rusz przerywana przez gwizdek arbitra. Obie strony zanotowały wtedy wiele przechwytów, ale także nie ustrzegły się błędów.
W 33. minucie zawrzało na trybunach. Piłkę do siatki skierował Royston Drenthe, ale sędzia liniowy szybko podniósł chorągiewkę. Powtórki pokazały, że arbiter pomylił się, a bramka została zdobyta prawidłowo.
Do końca pierwszej części wynik nie uległ zmianie. Kilka okazji mieli piłkarze Evertonu, ale żadna z nich nie zagroziła Wojtkowi Szczęsnemu. Zaraz przed przerwą z dystansu spróbował Rosicky, ale na posterunku był Howard.
W przerwie kibice za pomocą Twittera dawali upust swojej złości na temat decyzji arbitra. Piłkarze gospodarzy też rozczarowania nie ukrywali, bo zaraz po wznowieniu gry ruszyli do huraganowych ataków. Goście odetchnęli dopiero w 55. minucie. Wtedy to z akcją po skrzydle ruszył Walcott i dał odpocząć kolegom z obrony.
Everton bił głową w mur. Coraz to ciekawsze akcje zostały brutalnie przerywane przez sędziego liniowego i jego chorągiewkę. Wiele wysiłku w rozgrywanie piłki włożył Fellaini, uderzać z różnych pozycji próbował Jelavić, a Piennar biegał od „szesnastki” do „szesnastki”. Na próżno. Kwadrans do końca przyniósł ciekawą sytuację dla przyjezdnych. Pomiędzy nogami Hibberta uderzył walijski pomocnik. Howard i tym razem nie dał się zaskoczył.











