Niepotrzebne jest dokończenie 10. kolejki Ekstraklasy, by stwierdzić, że Arka Gdynia ma najlepszą w lidze defensywę. Zaskoczenie? Z pewnością, poprzednie sezony były bowiem koncertem błędów obrony gdynian.
Nikt o zdrowych zmysłach przed rozpoczęciem sezonu 2010/2011 nie stwierdziłby, że po jednej z trzech części rozgrywek to Arka Gdynia będzie miała najlepszą obronę w lidze. Poprzednie dwa lata bowiem zupełnie na to nie wskazywały. Gdynianie zgodnie tracili po 39 bramek, co dawało średnią 1,3 straconych goli na mecz. Z pewnością nie można było obrony znad morza zaliczyć do szczelnych.

Wręcz przeciwnie, w Gdyni zastanawiano się kim zakleić dziury w defensywie powstałe przez kardynalne i szkolne błędy. Teraz trener Pasieka nie musi się o to martwić. – Naszym celem jest odbudowa zespołu, poczynając od defensywy, a dopiero potem pomyślimy o ataku – mówił jeszcze przed inauguracją rozgrywek dyrektor sportowy, Andrzej Czyżniewski.
I tak się dzieje w rzeczywistości. Transfery Rozicia, Brumy i Nolla, którzy wraz z Maciejem Szmatiukiem tworzą stalową zaporę nie do przejścia, były strzałem w dziesiątkę. Arka w dziesięciu meczach straciła zaledwie sześć bramek, co daje średnią 0,6 na mecz! Łatwo również obliczyć, iż przy tak dobrej dyspozycji defensywy gdynian, sezon skończą z liczbą zaledwie 18 straconych goli. Tego i lider by się nie powstydził…











