Teoretycznie trzy, praktycznie sześć punktów zdobyła dzisiaj Arka Gdynia. Zwycięstwo nad Cracovią będzie miało ogromny wpływ na końcowe ukształtowanie się dolnych sektorów tabeli Ekstraklasy. To było pierwsze zwycięstwo gdynian na nowym stadionie.
Dla obu drużyn było to kluczowe spotkanie w kontekście walki o otrzymanie. Zarówno Arka, jak i Cracovia to dwaj główni kandydaci do spadku. Dziś duży krok w drodze do utrzymania poczynili gospodarze, którzy zrównali się punktami z Polonią Bytom. Zawiodła natomiast drużyna „Pasów”, która udowodniła, że w Krakowie jest znacznie innym zespołem niż w pozostałych rejonach Polski.

Po pierwszej połowie Arka prowadziła zasłużenie, choć bardzo kontrowersyjnie. Na dobrą sprawę, gdyby nie ogromny łut szczęścia, na tablicy świetlnej nadal widniałby bezbramkowy wynik. Gdynianie rozpoczęli spotkanie z dużą determinacją, przejawiającą się w agresywnym atakowaniu przeciwnika już na jego połowie oraz odważnej grze ofensywnej.
Efekty były widoczne już po pierwszym kwadransie. Najpierw w 13. minucie do rzutu wolnego na 25. metrze podszedł Zawistowski. Pomocnik gdynian oddał kapitalny strzał, który po przejściu ponad murem nagle zaczął opadać. Futbolówka trafiła w słupek. Linię bramkową pokonała przy pomocy pleców Kaczmarka, od których dość pechowo się odbiła.
Cracovia nie zdołała się otrząść po pierwszym ciosie, kiedy Arka wyprowadziła drugi, jak się później okazało, jeszcze nie nokautujący cios. W 15. minucie groźny strzał głową Rozicia efektownie wybronił Kaczmarek. Bezsilny był jednak przy dobitce Labukasa. Jak wykazały powtórki, Litwin pomógł sobie przy tym trafieniu ręką, co umknęło uwadze arbitra, który nie dopatrzył się złamania przepisów w tej sytuacji.
Do końca pierwszej połowy arkowcy kilkukrotnie przedostali się pod bramkę rywali, żaden z ich strzałów nie sprawił jednak realnego zagrożenia Kaczmarkowi. Oprzytomnieli za to krakowianie, najbardziej Ntibazonkiza. Burundyjczyk był bardzo aktywny na lewej flance. W 21. minucie zabrakło mu trochę szybkości, aby minąć Moretto, gdyż był w sytuacji sam na sam.
Ci, którzy myśleli, że po przerwie obejrzą odmienioną Cracovię, mocno się zdziwili. Cała siła ofensywna drużyny „Pasów” opierała się na Ntibazonkizie, którego rajdy nie były wspierane przez partnerów. Robili oni wszystko, by tylko nie trafić do siatki rywala. Dla przykładu – Klich. W 58. minucie Burundyjczyk wyłożył mu piłkę jak na tacy, ale młody pomocnik krakowskiego zespołu kompletnie stracił głowę. Z czterech metrów uderzył wprost w Moretto, który sam był zdziwiony, jakim cudem udało mu się zastopować ten atak.
Arka konsekwentnie wykonywała założenia taktyczne. Nie forsowała tempa, kontrolowała przebieg meczu, liczyła na kontrataki. Opłaciło się. W 78. minucie klasyczny kontratak przeprowadził Ivanovski. Dynamiczny rajd zwieńczył precyzyjnym strzałem, przed którego oddaniem kilka razy zamarkował uderzenie, co jeszcze bardziej ograniczyło pole manewru Kaczmarkowi.











