W ostatnim sobotnim spotkaniu 12. kolejki Ekstraklasy Arka Gdynia prowadzona przez Dariusza Pasiekę pokonała na własnym boisku kielecką Koronę 2:1.
W pierwszych dziesięciu minutach nie działo się praktycznie nic, jednak już w 12. minucie Arka Gdynia wyszła na prowadzenie. Po szybkim wznowieniu przez bramkarza Arki, Norberta Witkowskiego, do piłki doszedł Mawaye, podał on prostopadle do Tadasa Labukasa, który precyzyjnym strzałem pokonał Zbigniewa Małkowskiego. W kolejnych minutach byliśmy świadkami dosyć wyrównanego widowiska, z minimalnym wskazaniem na podopiecznych Dariusza Pasieki. Oba zespoły starały się stwarzać sytuacje bramkowe głównie przez dośrodkowania, jednak żadna z drużyn nie zdołała wyprowadzić decydującego ciosu. Drugi kwadrans pierwszej połowy znów należał do Arki. Najpierw Mawaye zagrał piłkę do znajdującego się w polu karnym Pawła Zawistowskiego, ten uderzył lewą nogą na bramkę, jednak Małkowski szczęśliwie sparował piłkę na rzut rożny. Na siedem minut przed końcem zawodnicy z Gdyni mogli zdobyć drugiego gola w tym meczu. Tymczasem piłka uderzona przez Macieja Szmatiuka odbiła się od słupka bramki Korony. W 45. minucie czegoś nieoczekiwanego dokonał Edi Andradina. Piłkarze Korony wcześniej nie stworzyli sobie praktycznie żadnej sytuacji bramkowej, jednak mimo przewagi Arki Andradina po otrzymaniu dokładnego podania od Macieja Korzyma huknął z około 20. metrów i piłka zatrzepotała w siatce.

W drugiej części gry bardziej niż akcje były zauważalne pogarszające się warunki pogodowe, niestety aura nie sprzyjała i w drugiej połowie. Zawodnicy obu drużyn musieli walczyć w rzęsistym deszczu. Przez większą część drugiej połowy nie oglądaliśmy praktycznie żadnych groźnych sytuacji bramkowych. Trener Arki Gdynia, Dariusz Pasieka, miał wielkiego pecha, w drugiej części gry musiał bowiem dokonać dwóch wymuszonych zmian. Najpierw kontuzji doznał Marciano Bruma, a kilkanaście minut później Filip Burkhardt. Pierwsza groźna sytuacja w drugiej połowie i… od razu padł gol. 70. minuta i sprowadzony z Jagiellonii Białystok Paweł Zawistowski zdobywa bramkę, dającą prowadzenie. Po zablokowanym strzale Marcina Budzińskiego Zawistowski dobiegł do piłki odbitej od Pavola Stano, po czym z zimną krwią dał prowadzenie swojej drużynie. Przed końcem spotkania Korona mogła zdobyć wyrównującą bramkę. Wojciech Wilczyński zdołał odciąć od podania Macieja Tataja, zagrał piłkę do Witkowskiego, który musiał wykazać się kunsztem, by wyłapać piłkę zagraną od kolegi z zespołu.
Spotkanie zakończyło się wygraną Arki Gdynia 2:1. Wielu sytuacji w tym meczu nie oglądaliśmy, jednak postawa Arki i trzy punkty zdobyte w meczu z Koroną są pozytywnym zaskoczeniem.











