Skoro stworzyliśmy zestawienie zawodników, którzy błyszczeli jesienią, warto też zwrócić uwagę na tych, którzy zwyczajnie dali ciała. Można tutaj wstawić cały skład Zawiszy, ale skupiliśmy się też na innych zespołach.
Bramkarz:
Grzegorz Sandomierski (Zawisza Bydgoszcz) – przed początkiem sezonu wydawało się, że w końcu trafił do miejsca, w którym zdoła potwierdzić swoją wartość. Szybko wpisał się w krajobraz rozpaczy, który panował przez całą jesień w Bydgoszczy. Był niepewny w swoich interwencjach, a także kapitulował przy strzałach, które powinien z łatwością obronić. Jego fatalna dyspozycja ma wpływ na miejsce, które Zawisza zajmuje w tabeli. Miniona runda w wykonaniu Sandomierskiego idealnie obrazuje ostatni okres w karierze byłego reprezentanta Polski. Po jednym z najlepszych bramkarzy ekstraklasy wiele już nie zostało, z każdym kolejnym klubem jest zaś coraz gorzej. Niedługo może już nie być miejsca w T-ME dla Sandomierskiego.
Obrońcy:
Mawrudis Baugaidis (Lechia Gdańsk) – miał być największym odkryciem tej jesieni w ekstraklasie. Skończyło się tradycyjnie. Wróżono mu ciekawą przyszłość, a on sam liczył, że podbije polskie boiska w mgnieniu oka. Niestety przeliczył się. Ten młody, ukształtowany piłkarsko Grek nie znalazł zaufania wśród sztabu szkoleniowego Lechii i zaledwie 10 dni po przylocie do Gdańska został przesunięty do zespołu rezerw. Na swój debiut kazał nam czekać aż do 8. kolejki. Wtedy to było dane mu zagrać w podstawie w Bełchatowie. Tam nie pokazał się z dobrej strony, tworząc sporo sytuacji bramkowych przeciwnikom. Od tamtego spotkania na boisku zobaczyliśmy go zaledwie 6 razy. Podczas kiedy Bougaidis przebywał na murawie, Lechia straciła 10 goli. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców naszej ligi nie kojarzy tego człowieka.
https://twitter.com/JakubSoska/status/541612702377209856
Adam Marciniak (Cracovia) – oglądając mecze z udziałem Adama Marciniaka, człowiek zmuszony jest do wytężenia swojego wzroku oraz umysłu. Grafika, która jest przedstawiana przed meczami „Pasów”, często odbiega od rzeczywistości. Marciniaka po boisku trzeba szukać i domyślać się, w której strefie boiska aktualnie się znajduję. Rzadko kiedy jest na swoim miejscu, a jeśli już jest, to nie wykonuje podstawowych zaleceń trenera. Gubi krycie, łamie linie, strzela gole… samobójcze – jednym słowem, jest elektryczny. Gdyby nie interwencje Pilarza, z pewnością walka o ostatnie miejsce byłaby niezwykle zacięta. To, że Adam opuścił zaledwie 156 minut, jest efektem tego, że Cracovia ma deficyt w obronie, i to dość spory. No i te 0,46 promila…












