Dalglish, Kean, Pardew. Co łączy te trzy nazwiska? Wszyscy ci szkoleniowcy dość niedawno dostali posady jako menadżerowie. Pracują kolejno w Liverpoolu, Blackburn, Newcastle. Czy zmiany przeprowadzone przez zarządy tych zespołów wyjdą na dobre? Na pewno mają one swoje plusy i minusy.

Po wielkiej nagonce ze strony kibiców doszło do zmiany na Anfield Road. Z Hodgsonem w trybie natychmiastowym rozwiązano kontrakt, a do końca sezonu będzie go zastępować legenda klubu – Kenny Dalglish. Czy zmiana była słuszna? W mojej opinii tak. „The Reds” w tym sezonie zostali, krótko mówiąc, pogrążeni. Ich gra od początku nie zachwycała, o czym świadczy znalezienie się już po kilku kolejkach w strefie spadkowej, a także haniebne porażki, chociażby z Wolverhampton i Blackburn. 59-letni Szkot wydaje się lekarstwem na żal kibiców Liverpoolu, którzy bez ogródek domagali się zatrudnienia właśnie jego. Czy zmiana wyjdzie więc na dobre? Jeżeli przyjąć tezę „gorzej nie będzie”, a jego podopieczni nowego trenera się poprawią, to jak najbardziej. Fakt, Dalglish zaliczył mały falstart w Pucharze Anglii z Manchesterem United, lecz prawdziwy sprawdzian będzie czekał na niego w lidze. Wyzwaniem może być nawet Blackpool, wszak zdołało już ono zaskoczyć – i to na Anfield!
Mający wielkie ambicje Sam Allardyce nieraz wypowiadał się na temat strategii prowadzenia klubu. Mówił on, że włodarze muszą działać przemyślanie oraz unikać pochopnych decyzji, jeżeli chcą osiągnąć sukces. Z drugiej strony, często poruszał też temat funduszy na transfery. Ponoć znów finanse były poniekąd przyczyną zwolnienia „Big Sama”. Czy słusznie? Cóż, uważam że indyjscy włodarze przy podejmowaniu decyzji nieco zapomnieli, kogo tracą. Allardyce budował wszak dość dobrą markę. Sam był zresztą zaskoczony zwolnieniem i nic dziwnego, bo wyniki osiągał przecież całkiem niezłe. Środowisko piłkarskie również zareagowało zdziwieniem, a ja wzorem sir Aleksa Fergusona rzekłbym, że „to śmieszne”. Kto go zastąpił? Mało komu znany Steve Kean. Skoro już wcześniej pracował on w sztabie „The Riversiders”, to czy nie jest to decyzja pochopna i w praktyce zamiana siekierki na kijek?

Ostatni z nowo zatrudnionych – Alan Pardew, który objął schedę po Chrisie Hughtonie. Czy słusznie? Mimo ostatnich, dobrych wyników (wyłączając haniebną porażkę ze Stevenage w Pucharze Anglii), twierdzę, że nie do końca. „The Toon” za starego szkoleniowca dokonało wielu nieprzeciętnych rzeczy. Newcastle wróciło do Premier League, a także pokonało wysoko Sunderland w derbach Tyne-Wear. Wątpliwości mogły budzić czasem gorsze wyniki ze słabszymi rywalami, lecz gdy podano wiadomość o zwolnieniu, „The Magpies” znajdowali się w środku tabeli. Co jak co, ale jak na beniaminka, nieważne z jaką historią, to całkiem dobry wynik. Podobnie jak w przypadku Allardyce’a, ta decyzja również odbiła się echem. Wiele, wiele osób było zdziwionych zwolnieniem Irlandczyka. Przed Pardewem zatem trudne zadanie, bo nie jest łatwo przekonać do siebie rzesze kibiców Newcastle, która stała za Hughtonem. Nie pomogły mu w tym rozgrywki FA Cup, jego ostatnią nadzieją jest liga. Tam Anglikowi idzie już lepiej, jego podopieczni wygrali z Liverpoolem oraz wysoko z West Hamem. Widać zatem, że jest bliżej sukcesu niż dalej.











