Każda drużyna ma swojego lidera. Na początku sezonu można było powiedzieć, że w Manchesterze United jest nim Rooney, w City Tevez, w Liverpoolu Gerrard czy Torres, w Chelsea Drogba albo Lampard. Po kilkunastu rozegranych kolejkach można jednak zauważyć, że gdzieniegdzie pierwsze skrzypce grają zawodnicy, po których nie do końca można było się tego spodziewać. Poniekąd losowe czynniki (chociażby kontuzja Fabregasa) wpłynęły na to, że na taką pozycję w Arsenalu wysunął się Samir Nasri.
Gdyby nie uraz, który dotknął Hiszpana, niewykluczone, iż dalej byłby on głównym motorem napędowym swojej drużyny. Po kilku kolejkach okazało się, że zamieszanie z transferem do Barcelony wcale nie wpłynęło na postawę zawodnika, a ten starał się jak mógł w każdym meczu. Ze spotkania na spotkanie u jego boku wyrastała jednak gwiazda, która chociaż w Premier League grała od jakiegoś czasu i większość sympatyków tej ligi ją znało, to nie sądziło, iż popisze się tak niebanalnymi umiejętnościami oraz techniką.

Pierwszą sytuacją, w której reprezentant Francji pociągnął Arsenal, był w sumie pamiętny mecz z West Bromwich. To właśnie po tym spotkaniu do bramki „The Gunners” wskoczył Fabiański. Almunia popełnił dwa błędy, które wpłynęły na to, że w pewnym momencie jego drużyna przegrywała 0:3. Wydawało się, iż nic już nie można zrobić, lecz wymiar kary za nędzne spotkanie zmniejszył właśnie Nasri. Od tamtej pory wzrosła tendencja do wspominania o owym piłkarzu w mediach. Oczywiście pojawiły się również spekulacje transferowe, które łączyły zawodnika z powrotem do ligi francuskiej.
Ten pewnego razu nie wykluczył powrotu do Olympique Marsylia, lecz koncentrował się na bieżących wydarzeniach. W jego grze zauważano poprawę, dojrzałość, lepszy przegląd pola. Właśnie on otworzył wynik meczu na City of Manchester Stadium, kiedy to gospodarze ponieśli sromotną klęskę. To samo uczynił również w starciu z Tottenhamem, choć jego drużyna wypuściła z rąk prowadzenie do przerwy.
U Nasriego zauważono po prostu to, że potrafi się ustawić, odnaleźć w sytuacji. Nieraz wychodził na sytuacje sam na sam z bramkarzem, często też był niepilnowany, chociażby przy stałych fragmentach gry. Niepokrycie Francuza kosztuje przeciwne drużyny zwykle sporo, przekonała się o tym Aston Villa. W dodatku pomocnik ten nie ładuje na bramkę przeciwnika jak leci. Jest raczej wyrafinowanym typem spryciarza, który chce zrobić coś efektownie, pobudzić publiczność. Nie boi się strzałów w gąszcz graczy. Nie omieszkuje również ośmieszyć defensywy rywala zwodami i doskonałym balansem. Przykład doskonały? Ostatnia kolejka i dwie piękne, raczej rzadko spotykane na angielskich boiskach, bramki. Zresztą, jak przyznał sam zawodnik – nie czuje on już presji, kiedy ma przed sobą tylko bramkarza i czuje się swobodnie. To widać. Krótko mówiąc, w Arsenalu, przynajmniej na ten moment, zmienił się lider. Podopieczni Wengera wskoczyli też na pierwszą pozycję w tabeli, ale żeby tutaj zagościć na dłużej, muszą zlikwidować błędy w defensywie. A o to będzie niełatwo, zwłaszcza przy kontuzjach Vermaelena oraz Koscielnego.











