32. kolejka nie obfitowała w niespodzianki. Krótko mówiąc, przy odpowiednich założeniach wynik każdego meczu dało się przewidzieć. Warty uwagi jest szaleńczy pościg klubów z Liverpoolu. Chociaż to głównie „The Reds” walczą o zepchnięcie Tottenhamu z piątej pozycji, idzie im dość dobrze, aczkolwiek uwzględniając jeszcze sześć kolejek, podopieczni Redkanppa mogą utrzymać przewagę.

Wraz z weekendowymi meczami ostatecznie prysł niedawny czar Wolverhampton. Jeszcze trzy spotkania temu cieszył się on ze zwycięstwa nad Aston Villą i wysłał dość zauważalny sygnał do innych klubów walczących o utrzymanie. Tym razem piłkarze McCarthy’ego trafili na Everton. Na początku rozgrywek zawodnicy Moyesa niezbyt zachwycali. Podobnie zresztą, jak dwa sezony temu, kiedy to na inaugurację srogo przegrali oni z Arsenalem. Zbliżający się koniec zmagań pokazuje jednak, która z drużyn jest najsolidniejsza. Wielu menadżerów na pewno by chciało prowadzić taką ekipę, za którą „The Toffees” można uznać. Chociaż bez wielkich nakładów finansowych, z niezbyt wielkimi nazwiskami, lecz przy przemyślanej polityce transferowej walczącej o lokaty w pierwszej części tabeli. Spore wrażenie wciąż robi Beckford. Ten utalentowany zawodnik pokazał, że zdobyte w tym sezonie bramki były nie dziełem przypadku, lecz solidnej pracy jeszcze w Leeds.

Z chwilą publikacji tekstu zakończyło się również spotkanie Liverpoolu z Manchesterem City. Zimny prysznic na głowy podopiecznych Manciniego i zresztą samego trenera również. Po ostatnim miażdżącym zwycięstwie nad Sunderlandem (5:0) tym razem dali oni sobie strzelić trzy bramki i zagrali po prostu… bezradnie. Jak tu nie patrzeć z przymrużeniem oka na wypowiedzi włoskiego trenera, zwłaszcza po pięknych zwycięstwach? Znów mówił on o grze w Lidze Mistrzów, walce o zwycięstwo w FA Cup, mocnym finiszu (nawet drugiej pozycji), tymczasem – prawie jak zwykle – wszystko pryska jak bańka. Podopieczni Dalglisha są z kolei na dobrej drodze, by dogonić „Koguty”, czyli drużynę Tottenhamu. Pytanie tylko, czy „Spurs” dadzą się zaskoczyć?
Rzecz jeszcze warta zwrócenia uwagi. Był okres, że w sytuacji podbramkowej znalazło się Newcastle oraz West Bromwich Albion. Cóż, „The Toon” przegrało z Aston Villą 0:1 po miernej grze, a „The Baggies” pogłębili kryzys Sunderlandu. Obie ekipy są jednak w środku tabeli i wygląda na to, że problemów raczej już mieć nie będą. Po tej kolejce w ogóle można zauważyć, że strefa spadkowa powoli zwiększa dystans. Można rzec, że do opuszczenia Premier League jest na razie czterech pretendentów. Może ten zestaw się powiększy, może nie – wyjdzie jak zwykle w praniu.











