Świetnym uzupełnieniem ostatniej kolejki Premier League z pewnością były derby Manchesteru. Jeszcze kilka lat temu po prostu interesujące i emocjonujące. Dzisiaj mają one już drugie dno, bo komentarze dotyczące spotkania nie rozbijają się o sam futbolowy spektakl.
Ostatni pojedynek United z City stał na naprawdę wysokim poziomie. Mógł zadowolić nawet najwybredniejszych fanów futbolu. W końcu czego w nim nie zabrakło? Była zmarnowana szansa Silvy, było nawiązanie walki przez „The Citizens”, był też absolutnie fenomenalny gol Rooneya, która wpisał się w historię derbów Manchesteru. Sympatycy (nie mówię oczywiście o wszystkich) obu drużyn nie dopiekają sobie już jednak z powodu ładniejszej czy brzydszej bramki. Jak to się dzisiaj mówi? No tak, za City stoi kasa, za United historia.

Może właśnie to nadało taki, a nie inny, ton derbom? Począwszy od przyjścia Robinho, pogarda w stronę Eastlands rośnie proporcjonalnie do wykładanych przez bogatych właścicieli City pieniędzy i nie ma co ukrywać – sensacyjnych transferów. O przenosinach chociażby Adebayora i Teveza mówiło się, jako o prawie niemożliwych. Cóż, pojawiły się zasoby, pojawili się i nowi zawodnicy – zabrakło jednak triumfów z United w lidze. Trzeba co prawda przyznać, że zawody stoją na wyższym poziomie, widać wyrównaną walkę, a na nudę można było narzekać tylko w poprzednich, które kończyły się bezbramkowym remisem.
Kiedy jednak przyjdzie odpowiedni czas i Manchester City odniesie upragnione zwycięstwo nad United? Spoglądając na grę „The Citizens” może wydawać się, że trochę im do rywala brakuje. Nie tyle, ile kilka lat temu, lecz pościg za podopiecznymi Fergusona trochę się przeciąga, a z każdym zbliżającym się pojedynkiem dochodzę do wniosku, iż spotkam się z przerostem formy nad treścią. To już kolejny raz, kiedy Mancini powiedział, że jego drużyna nie zasłużyła na porażkę, ma odpowiedni charakter i następnym razem będzie lepiej. Tylko dlaczego jakoś nie widać tego w rozliczeniu punktowym? Stawką jest teraz jednak nie tylko wynik meczu. Tu przecież chodzi też o udowodnienie rywalowi, iż pompowane w zespół pieniądze, nie idą na marne, a mają dać wymarzone sukcesy.
Odnoszę wrażenie, chociaż to może być wątpliwe, że City naprawdę brakuje mentalności. Prawdą jest to, że pucharowa posucha trwa w najlepsze, a gabloty na Eastlands mogły pokryć się kurzem. Jakie jednak „The Citizens” mają szanse na przełamanie złej passy w tym sezonie? Liga Europejska – niewykluczone, choć trudne. FA Cup – to, co można było zobaczyć w ich wykonaniu do tej pory, pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem United jest już jedną nogą przy mistrzostwie. Jeżeli teraz nie zepsuje tego, niczym Bayern w 1999 roku, to przypuszczam, iż wróci ono na Old Trafford. Oby City nie spuściło z tonu i się nie poddało. Dzięki temu otoczka wokół meczu stale będzie się rozwijać, a każde następne derby będą jeszcze lepsze.











