Apetyt rośnie w miarę jedzenia. To znane powiedzenie tyczy się również rozgrywek Premier League, a działa zwłaszcza w przypadku neutralnych obserwatorów obiektywnie spoglądających na zmagania zawodników. Cóż, jedni ze słabej formy Chelsea się cieszą, inni smucą, tak już jest. Po świetnym starcie było jasne, że kibice będą chcieli więcej. W końcu gra podopiecznych Ancelottiego była efektywna, ale przede wszystkim efektowna. Coś się jednak stało…

Pytanie brzmi: co nawaliło? Proces stopniowego wpadania w dołek rozpoczął się już przy okazji meczu z Sunderlandem, notabene rozgrywanym na Stamford Bridge. Silna, klasowa drużyna uległa rywalowi, który odnosił różnorakie wyniki, a jeszcze nieco wcześniej sromotnie przegrał 1:5 z Newcastle United na St James Park. Przyjezdni w dodatku musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Benta. W Chelsea aktualnie ciała daje przede wszystkim obrona, skoro bez przeszkód radzi z nią sobie nawet młody Danny Welbeck. W świetle początku sezonu rozczarowała mnie postawa Ashleya Cole’a, który nie tylko meczu z „The Black Cats” nie zaliczy do udanych. Popełnił on parę prostych błędów, a przecież już nie raz był wybierany w tym sezonie do jedenastek kolejki. W dodatku chwalono go za ofensywny styl gry. Teraz chyba lepiej, jeżeli on i reszta obrońców skoncentruje się na solidnej defensywie, zwłaszcza biorąc pod uwagę całokształt tej formacji. Mecz z Newcastle mógł być już przesadą, zważywszy na to jaką bramkę Alex podarował Carrollowi. Owszem, pewnym punktem był Cech, ale i w jego przypadku zdarzały się chwile niepewności, kiedy sytuację musieli ratować inni. W jednym przypadku bohatersko zrobił to Cole, plus dla niego, trochę poprawił sobie wizerunek, bo mogło być po meczu.

Cóż, fatalny był nie tylko mecz z podopiecznymi Bruce’a. Wspomniałem już o minionej kolejce, o Newcastle, ale jeszcze wcześniej było przecież Birmingham. Nieskuteczność w ofensywie i jeden błąd defensywy wystarczył, żeby stracić trzy punkty. Przy bramce Bowyera zanotowano totalną wpadkę, bo doświadczony Anglik był całkowicie niekryty. Nie bez powodu więc coraz więcej osób w temacie powtarza, że podczas styczniowego okienka transferowego na Stamford Bridge musi się pojawić obrońca z prawdziwego zdarzenia. Ciekawe jeszcze, czy dokona tego Ancelotti, czy już ktoś inny. Raczej on, odnoszę wrażenie, że prasa zbyt na siłę szuka mu już zastępcy. Zresztą temat ten przewija się teraz cały czas, ostatnio nawet mówiono o Pepie Guardioli. „Carletto” jakoś to zniesie i myślę, że jakiś sposób znajdzie, bo to dobry szkoleniowiec, czego dowiódł w AC Milanie. Na razie Chelsea musi liczyć, że na ten Everton w końcu wróci Terry.











