Ostatni dzień sezonu przyniósł wiele emocji, a losy potencjalnych spadkowiczów ważyły się do ostatnich minut gry. Najwyższą klasę rozgrywkową opuścili zawodnicy Birmingham. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że są to uczestnicy przyszłej edycji Ligi Europejskiej. No ale cóż, tak bywa, owe pucharowe rozgrywki mogą na tym zyskać. To był piękny sezon, którego kwintesencji nie sposób zwięźle opisać w krótkim tekście.
W decydującej kolejce zaskoczyło mnie kilka ciekawych rezultatów. Przede wszystkim szkoda mi Blackpool, o czym wspominałem już dwa tygodnie temu. Drużyna ta wniosła wiele ożywienia do rozgrywek, lecz marzenia o utrzymaniu rozwiali zawodnicy Manchesteru United. Podopieczni Hollowaya mogą mieć pretensje tylko do siebie, w końcu prowadzili, to jedna sprawa. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że kilka-kilkanaście kolejek temu mieli oni całkiem sporą przewagę nad strefą spadkową, a na pewno nie byli faworytami do zasilenia Championship. Cóż, pytanie teraz, czy wywalczą szybki powrót. Z klubu raczej odejdzie Charlie Adam, wokół którego było już wiele spekulacji transferowych, ale kto jeszcze? „The Seasiders” w mojej opinii mogą jednak wrócić już za rok – lecz jeżeli nie wtedy, to kibicom na ich comeback może już przyjść czekać zdecydowanie dłużej.

Dziwi mnie, że spadło Birmingham, które od zeszłego sezonu, kiedy grało jako beniaminek, spisywało się bardzo dobrze, wręcz zaskakująco. Rok temu zajęło ono miejsce w środku stawki. W tym sezonie również często oscylowało wokół środka, a jednak od zwycięstwa w Pucharze Ligi coś w tej ekipie pękło i zaczęła się stopniowo opuszczać. Dziwny to przypadek, żeby drużyna z drugiej ligi miała grać w Lidze Europejskiej, no ale cóż – taki futbol. Będzie to doprawdy urokliwe, jeżeli zawalczy ona o coś więcej niż fazę grupową. Wniosłoby to na pewno wiele ożywienia do rozgrywek.
Spadł również West Ham, ale to już na nikim nie robi takiego wrażenia. Ta informacja została już w końcu przerobiona przez większość mediów, zwłaszcza angielskich, została rozbita na czynniki pierwsze. Trochę zaskakujący jest mało profesjonalny sposób zwolnienia Granta (w tunelu do szatni, niedługo po końcowym gwizdku). Jaka przyszłość czeka izraelskiego szkoleniowca? Ciężko będzie mu odzyskać dobrą opinię i moim zdaniem nieprędko obejmie on klub z ekstraklasy, choć może znajdzie się drużyna, która mu zaufa. W końcu drugi rok z rzędu spuścił on zespół do niższej klasy rozgrywkowej. Wcześniej Portsmouth – teraz West Ham. „The Hammers” mogli w tym sezonie grać o coś więcej niż utrzymanie, a wydawać się tak mogło chociażby po letnich transferach, które na tamten okres wydawały się całkiem ciekawe.
Wolverhampton i Wigan to chyba najwięksi zwycięzcy sezonu zaraz po Manchesterze United i może Manchesterze City. Parę kolejek temu byli spisywani na straty, zawodnicy McCarthy’ego długo okupywali ostatnie miejsce. Wigan zaczęło fatalnie, grało słabo, skończyło fenomenalnie. Zwycięstwo po bramce Hugo Rodallegi nad być może lekko zdołowanym po meczach z „The Citizens” Stoke przyniosło jakże pożądany wynik, zwłaszcza dla Roberto Martineza, którego pracę w pewnym momencie być może przestano nieco doceniać.












