Jednym z najciekawszych wydarzeń ósmej kolejki ekstraklasy angielskiej było starcie Manchesteru United z beniaminkiem z West Bromwich. Skazywani na pożarcie podopieczni Roberto Di Matteo, dzięki kolejnemu punktowi uzyskanemu z silnym rywalem, wspięli się na szóstą pozycję w tabeli.
West Bromwich Albion słynie nie tylko z pięciu finałów Pucharu Anglii pod koniec XIX wieku. „The Baggies” w bieżącym tysiącleciu zdołali już trzy razy awansować do Premier League i tyle samo razy z niej spaść. W rezultacie do ekipy z The Hawthorns przykleiła się etykietka „klubu jojo”. W tym roku przypadło na ich czwarte podejście, które w końcu może zakończyć się sukcesem. Dotychczasowa forma tej ekipy i wyniki uzyskiwane z potentatami naprawdę budzą podziw.

Roberto Di Matteo wykonał naprawdę dobrą pracę. Przed zeszłym sezonem zastąpił on Mowbraya i razem ze swoimi podopiecznymi wywalczył awans już przy pierwszym podejściu. Tegoroczna inauguracja nie mogła jednak napawać optymizmem, wielu zresztą sądziło już, w tym ja, że to początek drogi do ponownego spadku. Tym większe teraz dla nich brawa za podniesienie się po bolesnym ciosie, no bo która drużyna nie byłaby zmartwiona po łomocie sprawionym przez mistrzów Anglii (porażka 6:0 na Stamford).
Abstrahując jednak od tego feralnego nokautu, beniaminek nie miał wymarzonego terminarza. Przeplatał on mecze trudne z trochę łatwiejszymi. Motywujący był na pewno fakt, że zawodnicy ci przynajmniej nie tracili punktów w głupi sposób, po trywialnych błędach. „The Baggies” pomogło też dobrze wykorzystane lato transferowe. W sierpniu do klubu został sprowadzony Peter Odemwingie, wielokrotny reprezentant Nigerii i były już zawodnik Lokomotiwu Moskwa. Zdobył on zwycięską bramkę w starciu z Sunderlandem, grał pierwsze skrzypce w meczach z Birmingham oraz z Arsenalem.

Pojedynek z „The Gunners” prawdopodobnie był punktem zwrotnym w postawie podopiecznych Roberto Di Matteo i kto wie, czy ten triumf, ta wielka niespodzianka, nie przełoży się na taką formę, która pozwoli utrzymać się w Premiership. Zresztą, przecież West Brom aktualnie zajmuje szóstą pozycję w tabeli, a daleko w tyle jest chociażby Liverpool. Brzmi to aż idiotycznie, bo nie sądzę, by trzy miesiące temu ktokolwiek nawet myślał o takim scenariuszu, w którym „The Reds” muszą walczyć o utrzymanie. A tak właśnie może być, jeżeli nic się nie zmieni w postawie wielokrotnych triumfatorów Ligi Mistrzów.











